Milo Murphy's Law

Fineasz i Ferb (Phineas and Ferb) to najdłużej wyświetlany serial w historii Disneya. Doczekał się czterech sezonów, 222 odcinków, filmu telewizyjnego, dwóch odcinków specjalnych - bardzo kiepski crossover z (kilkoma) Avengersami i świetny ze Star Wars - a także pomniejszych krótkometrażówek. I możliwe, że będzie film kinowy, prace trwają. Do tej pory, 8 lat po premierze, FiF wyświetlany jest w najlepszych godzinach antenowych, a ilość gadżetów wszelakich jest przytłaczająca.
Nic dziwnego, że Disney chce więcej.
Dan Povenmire i Jeff 'Swampy' Marsh powracają więc z nowym serialem.


Milo to sympatyczny 13-latek, daleki potomek Edwarda Murphy'ego - tego, który stwierdził, że jeśli coś może pójść źle to źle pójdzie. Dlatego też chłopca prześladuje wyjątkowo paskudny pech. Idąc ulicą niemal na pewno wpadnie do otwartej studzienki kanalizacyjnej, przewali się na niego drzewo albo poślizgnie na skórce od banana. Milo jest więc zawsze przygotowany - ma plecak pełen przydasi - ale jest też przyzwyczajony do tego, że zwykły spacer może się zmienić w walkę o przetrwanie. Na tym dzieciaku już nic nie robi wrażenia. Przypomina mi to bliźniaczki-wyrocznie z Amerykańskiego Smoka, Jake'a Longa - obie miały wizje przyszłości: jedna z nich widziała tylko dobre rzeczy, druga, tylko złe. Ta druga była niezwykle radosna i optymistyczna, czerpiąc przyjemność z każdej chwili, która nie była tymi okropnymi obrazami. Podobnie Milo - jego życie to koszmar, jednak zachowuje pozytywne nastawienie, dzięki któremu ma większe szanse na przeżycie i prowadzenie w miarę normalnego życia.

Dobra, ten cały biznes z pechem i śmiertelnymi niebezpieczeństwami brzmi mrocznie. Ale to serial Disney'a, twórców Fineasza i Ferba. Kwestia pecha jest tu więc raczej furtką do zabawnych, absurdalnych sytuacji. Mamy psa, który pojawia się znikąd, żeby pomóc naszemu bohaterowi, kiedy tego najbardziej potrzebuje. Mamy krótkie, urocze żarciki sytuacyjne. Jasne kolory, płynna kreska, lekka muzyczka w tle. Nie było jeszcze żadnych piosenek, ale - biorąc pod uwagę kto gra główną rolę - to tylko kwestia czasu.


Pomówmy o Weird Alu. Yankovicu, oczywiście. Pomińmy jego imponującą karierę muzyczną - nie jestem godna o tym pisać. Weird Al - mam wrażenie - obrał sobie za cel wystąpić w jak największej ilości seriali animowanych. Zazwyczaj był on aktorem gościnnym - pojawił się z Porze na Przygodę, My Little Pony: Przyjaźń to Magia, Wodogrzmotach Małych, BoJacku Horsemanie, Batman: The Brave and the Bold, żeby wymienić tylko te najpopularniejsze. A teraz Weird Al doczekał się roli tytułowej! Trochę się tego bałam - Al ma bardzo charakterystyczny głos, idealny do takich epizodycznych ról, które balansują na granicy żartu ("Patrzcie, mamy Weird Ala! Czy nie jest zabawny? Dajmy mu piosenkę!). Spieszę donieść, że się myliłam. Milo jest zagrany dobrze, bardzo naturalnie. Nadal słychać, że to Al, nie zrozumcie mnie źle. Jego głos może też brzmieć nieco zbyt dorosło. Nadal, jest to niezła rola. Ponadto, kilku aktorów z poprzedniego serialu Jeffa i Dana (jak i sami autorzy) pojawia się również w tej kreskówce. Często w zupełnie innej roli.



Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo mi się podoba. Byłoby łatwo zrobić z Mila odludka. Kogoś, kogo się unika, bo przecież ściąga pecha. Smutnego, tragicznego bohatera, któremu trzeba współczuć. Tymczasem, Milo ma kolegów. Co prawda, inni uczniowie utrzymują bezpieczny dystans, jednak nie izolują chłopca - co świetnie pokazano już w pierwszej scenie. Widzicie tę przenośnię? Jak można ją przełożyć na kontakty w realnym życiu?! Chłońcie morał! Chłońcie!

Serial dopiero się rozpoczął, więc trudno mi wysnuć więcej wniosków. Będę oglądać i Was też zachęcam - wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują nam nowy hit. Czy dorówna w tym Fineaszaowi i Ferbowi? Moim zdaniem nie - mimo wszystko, Milo Murphy's Law jest bardziej osadzony w rzeczywistości. Nie pomoże też fakt, że styl obu seriali jest niezwykle podobny, ale to zawsze trochę odstrasza widzów - "kopiują tamten serial!" ktoś zakrzyknie.
No i nie ma dziobaków-tajnych agentów - nie oszukujmy się, właśnie dla Pepe Pana Dziobaka oglądaliśmy tamten serial.
Niemniej, spodziewam się, że zbierze przynajmniej grupkę fanów i chociaż te 2 sezony.

No, chyba, że zadziała prawo Murphy'ego.


























Share on Google Plus

0 komentarze:

Publikowanie komentarza