Undergrads

"Pamiętam czasy, kiedy na MTV puszczano jeszcze teledyski", głosi popularne powiedzonko. Nie mówi się jednak "Pamiętam, kiedy na MTV puszczano jeszcze kreskówki." Do 2001 roku stacja posiadała bowiem osobne studio, zajmujące się animacjami. Teraz przerzucono się z tym na Comedy Central i, oczywiście, Nickelodeon, ale po MTV Animation pozostało kilka ciekawych produkcji. Klasyki jak Beavis and Butt-Head czy Daria oraz mniejsze produkcje, z niewielkimi, wiernymi fandomami. Zajmiemy się czymś z kategorii numer dwa, bo w ten sposób mogę uchodzić za bardziej niszową.

To jeden z tych, gdzie dostępne screeny są kiepskiej jakości.
Undergrads - dziecko Pete'a Williamsa, który rzucił collage by stworzyć ten serial o... collage'u. Zresztą, gra on również wszystkich czterech (!) głównych bohaterów i jest uwzględniany jako scenarzysta wszystkich odcinków. Paczka kumpli, nierozłączna od najmłodszych lat, idzie na studia - miejsce nieznane, pełne wyzwań, ale i nowych możliwości. Jednocześnie chcą utrzymać swoją przyjaźń, co nie będzie trudne, skoro ich uczelnie są praktycznie po sąsiedzku.
Zasadniczo mamy tu cztery archetypy. Nitz jest przeciętniakiem, Cal to głupawy blondyn, Rocko jest duży, silny i niezbyt mądry, a Gimpy to wasz standardowy nerd.

Przez większość czasu śledzimy Nitza. Nitz jest mną i przez poprzednie etapy edukacji unikał wychodzenia poza własną strefę komfortu. Nie imprezował, nie poznawał nowych ludzi, nie był nawet na studniówce (niewiele stracił). Nawet teraz, Nitz nie jest szczególnie entuzjastycznie nastawiony na zmiany. Ale jest Kimmy - piękna, starsza o rok studentka aktorstwa, w której nasz bohater się podkochuje od czasów liceum. Jest ona bardzo aktywna w studenckim środowisku, a Nitz nie chce przy niej odstawać. To ona, bezwiednie, popycha go do udziału w organizowanych imprezach, próbowania alkoholu czy kontaktu z obcymi ludźmi. Jego przewodniczką po tych nieznanych wodach jest Jessie - wyluzowana i sympatyczna dziewczyna, którą Nitz poznaje pierwszego dnia. Pomaga mu ona w adaptacji, przełamaniu się i aż prosi się o własny wątek.


Współlokatorem Nitza jest jego przyjaciel, Cal. To nasz typowy idiota o złotym sercu. Jakimś cudem, wszystkie dziewczyny (i nie tylko) lecą do jego stóp. I innych części ciała. Cal nawet nie musi nic w tym kierunku robić i jest tego cudownie nieświadomy. Trudno Cala traktować poważnie, ale to bardzo sympatyczna postać - na ten sam sposób co Ed z Ed, Edd and Eddy.
Trzecim w kolejności jest Rocko. Chodzi do pobliskiego community college (taka szkoła policealna, powiedzmy), należy do bractwa studenckiego i jest wrzodem na... pięcie. Nie wiem dlaczego ktokolwiek chciałby się trzymać z Rocko - jest brutalny, lubi pić, palić (oh nie!) i zaczepiać niewinne kobiety. Mam wrażenie, że reszta grupy kumpluje się z nim z litości. Albo z przyzwyczajenia. Albo przydaje im się on, kiedy trzeba kogoś uderzyć.

I jak można nie lubić Cala?
No i jest jeszcze Gimpy. Gimpy jest najpiękniejszą rzeczą w tym serialu. Jest komputerowym geniuszem, zafiksowanym na punkcie Gwiezdnych Wojen. Panicznie boi się opuszczać swój pokój. Jako nerd alfa, stoi na czele grupki pozostałych studentów polibudy, wiernych swojemu przywódcy. Jest to tak surrealistyczne, że aż fascynujące i zdecydowanie stanowi mój ulubiony element serialu. Nie mogę powstrzymać uśmiechu, gdy studenciaki salutują swojemu przywódcy albo ganiają dla niego z posyłkami.

Ta czwórka dostarcza wiele radości i bardzo ich polubiłam. Niestety, reszta postaci wypada dosyć blado. A konkretnie - żeńskie postaci. Jest ich całe pięć - dwie mają epizodyczne role w swoich odcinkach, jedna pilnuje porządku w akademiku polibudy i jest całkiem zabawna, z charakterkiem. Jednak płaskie postacie tła nie są czymś złym, gorzej z drugim planem. Jessie, kumpelka Nitza, aż prosi się o jakiś rozwój, nawet widzimy tego przebłyski w ostatnich odcinkach. Niemniej, wiemy o niej bardzo mało i wydaje się, że wszystko co robi ma tylko służyć popchnięciu fabuły (skoncentrowanej na Nitzie) do przodu. Na szczęście chociaż jego obiekt westchnień, Kimmy, ma własne ambicje, plany, charakter i nie jest tylko ślicznym rudzielcem.
  
Poproszę o więcej rzeczy do roboty dla Jessie. Wygląda na miłą dziewczynę.
Każdy odcinek skupia się na jednym problemie, który napotykać może przeciętnego dzieciaka z collage'u - współlokatorzy, dziwaczne tradycje studenckie, brak pieniędzy. Nie traktuje się ich jednak jakoś szczególnie poważnie i nie każdy odcinek musi się skończyć życiową lekcją albo rozwiązaniem problemu. Humor nie jest obezwładniający, raczej do uśmiechania się szeroko niż do głośnego śmiechu, ale lekkość fabuły i to, jak absurdalne potrafią być dowcipy, sprawia, że serial dobrze się ogląda . Poza tym, wszystko sprowadza się do jednego - do odkrywania tego, kim się jest i kim chce się zostać. I z tego Undergrads wywiązuje się bardzo dobrze. Nie jest to w żadnym razie jakaś perełka, wszystko - od animacji po muzykę - jest całkiem przeciętne. Niemniej, chyba każda grupa wiekowa (powyżej tych 15 lat) znajdzie coś dla siebie. Odbicie teraźniejszości, wspomnienia przeszłości albo zapewnienie, że przyszłość nie będzie taka zła.


Koniecznie zajrzyjcie na kanał Bring Back Undergrads - znajdziecie tam nie tylko informacje, dotyczące usilnych prób przywrócenia serialu do życia, ale też przezabawne wywiady.
Share on Google Plus

0 komentarze:

Publikowanie komentarza