Voltron Legendary Defender - sezon 2

Jedna z moich pierwszych recenzji na blogu (ah, kiedy to było) dotyczyła pierwszego sezonu Voltrona. Byłam ostrożnie-optymistyczna. Serial był dobry, ale chciałam czegoś więcej. Drugi sezon za mną i... w sumie nie dostałam wiele więcej. Ale jestem zadowolona! Ale po kolei.


POZIOM SPOILERÓW - NIEWIELKI 
(nawet jeśli nie widzieliście 1. sezonu, bo bardzo chcę, żebyś obejrzeli ten serial)





Bohaterowie serialu to prawdopodobnie jego najmocniejsza strona. Dlatego tamten myk z finału poprzedniego sezonu, który wielu fanów przyprawił o palpitacje serce, wyszedł ostatecznie na dobre. Rozdzielenie drużyny pozwoliło zabłysnąć bohaterom i rozwinąć ich relacje, wbrew pozorom. Chodzi mi tu przede wszystkim o Keitha i Shira, którzy pewnie nie umocniliby swojej więzi w inny sposób - Keith jako małomówny, skryty w sobie chłopak i Shiro, który respektowałby to i nie naciskałby na kolegę. Nawet czysto rozrywkowy wątek Lance'a i Hunka dał nam możliwość poodkrywania nowych lądów. Generalnie, zgadzam się z Timem Hedrickiem (jednym ze scenarzystów), że inaczej nie poczulibyśmy tego ciepłego uczucia, kiedy wszyscy już zdołali się odnaleźć.

Propos nowych lądów - to cudownie, że zwiedzamy nowe miejsca i lokalizacje. Różnorodność światów bardzo mnie tu cieszy - w końcu nie po to nam kosmiczna apopeja, żeby siedzieć w miejscu. Argument ten tyczy się również wyglądu kosmitów, ich zachowań czy kultury. Nawet jeśli w tak egzotycznych warunkach nadal znajdzie się centrum handlowe. I wszyscy mówią po angielsku.
...
I w sumie tyle. +50 do budowania klimatu. Jedziemy dalej.

Może to przez Stevena Universe'a, ale postacie z dużą ilością rąk ostatnio bardzo mi się podobają.
I weź to zaanimuj, człowieku!
Wracając do naszych protagonistów - czy możemy się przez chwilę pozachwycać na tym, jak cudowną postacią jest Pidge? Bałam się, że ten mały plot twist z pierwszego sezonu zaowocuje pewnymi zmianami - np. innymi ciuchami, zauważalną różnicą w sposobie rysowania, może reżyser dubbingu wymusi nieco inne aktorstwo. Owszem, w pierwszym sezonie nic takiego się nie pojawiło, ale mogła to być świadoma decyzja - chciano uniknąć psucie niespodzianki w materiałach promocyjnych, na przykład. A w sezonie drugim...
Nie z tych rzeczy, moi Państwo! Co prawda Pidge ma zauważalnie mniejszą rolę do odegrania, nadal udało się wcisnąć kilka momentów, które konsekwentnie posuwały tę postać do przodu (wątek odkrywania nowej mocy Zielonego Lwa), przypominały nam o wcześniejszych jej celach (nadal mamy zaginionego w kosmosie brata) albo były przecudownie urocze i zabawne. Pidge to bardzo dobry przykład jak prowadzić postać dla której nie ma nic większego do roboty, ale nadal stanowi część drużyny i z tego powodu zasługuje na odrobinę miłości od scenarzystów.



Niestety, w przeciwieństwie do świetnie rozegranych momentów z Zielonym Palladynem, Hunk został w tym sezonie kompletnie na lodzie. I to trochę fair, zważywszy, że ostatnim razem prawie pół sezonu kręciło się wokół niego. Problem w tym, że z oprócz ograniczenia jego wątków praktycznie do zera, bardzo spłycono jego charakter i rolę w zespole. Hunk udowodnił, że chociaż bywa bojaźliwy, jego opiekuńczość i dobre serce potrafią go popchnąć do gwałtownych działań. Głęboko przejął się losem Balmerańczyków i dotrzymał danego słowa, doprowadzając do wyzwolenia planety. Generalnie, stanowił serce grupy i zdawał się być najbardziej pacyfistycznie usposobionym ze wszystkich.
Tymczasem w sezonie drugim... Hunk lubi jeść i świetnie gotuje. Aktywuje nową moc swojego Lwa, która polega na... posiadaniu większych łap(?). O, jeszcze prowokuje bestię do produkcji tych kryształów teleportacyjnych. Szkoda, że te dwa ostatnie to elementy wspólnie przeprowadzanych przez Palladynów operacji. Hunk nadal jest dzielny i walczy z resztą ramię w ramię, jednak w tym sezonie stał się bardziej zabawnym pomocnikiem, niż członkiem drużyny.


Trzymając się tematu bohaterów, dostajemy więcej czasu dla naszych antagonistów! Pojedynek na umysły między Zarkonem a Shiro to jedno, ale bardzo mnie zastanawia wiedźma Haggar - wydaje się ona tracić cierpliwość przez obsesję swojego władcy. To, plus pojawienie się Galrańczyków, którzy przeciwstawiają się imperialistycznym zapędom swojego przedstawiciela, wprowadza trochę więcej szarości w ten dosyć czarno-biały uprzednio świat. No i jest też komandor Marvok, całkiem komiczny antagonista, ale - raju - brakowało mi takiego w ponurych i poważnych szeregach armii Zarkona.

Animacja, połączenie humoru z akcją i poważniejszymi elementami - ponownie świetne. Znowu, tutaj nie mam nic więcej do dodania, więc zarzucę tylko przykładem:

Proszę, niech ktoś mi wyjaśni co się tutaj dzieje.
Foreshadowing aż boli. Zwłaszcza pierwszy odcinek daje nam bardzo wyraźnie do zrozumienia do czego dąży fabuła. I chociaż trudno się czepiać serialu, w którym bohaterowie noszę się na co dzień w kolorach odpowiadających barwom ich lwów... Ta, nie szykujcie się na takie zwroty akcji jak w pierwszym sezonie. I nie jest to koniecznie coś bardzo złego - nadal Voltron: Legendary Defender zapewnia widzowi mnóstwo radochy, będąc po prostu zgrabnie opowiedzianą historią. Nie mniej, zawdzięcza to swoim bohaterom, humorowi i światowi przedstawionemu. Trochę pobolewam z braku fabuły w którą można by się wgryźć. Na moje usprawiedliwienie - to dlatego, że reszta jest po prostu tak dobra! Naprawdę życzę temu serialowi jak najlepiej - wiem, że na to zasługuje.
Fani bardzo by chcieli, żeby TO był foreshadowing. 

Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

3 komentarze:

  1. Mnie jakoś klance (Keith x Lance) nie porywa. Wręcz NOTP, zbyt popularne wśród ludzi typu "anti".

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, od kliku miesięcy poluję na napisy do Voltrona, jeśli masz takowe to prosiłbym o przesłanie bądź kontakt. Widziałem pierwszy odcinek z 1 sezonu i bardzo mi się spodobał serial. Chciałbym bardzo zobaczyć więcej (dodam że nie mam netflixa). W sieci są napisy tylko do pierwszych 6 odcinków. Jeśli masz napisy to proszę podziel się nimi. Pozdrawiam, Wojtek K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem tylko, że na kreskowkazone.pl jest przynajmniej część odcinków z napisami.

      Usuń