Hazbin Hotel

Wczoraj miał premierę pilot animowanego serialu internetowego Hazbin Hotel. A że była to premiera dosyć wyczekiwana, warto o tym napisać.
Swoją drogą, będę pisać o serialu dla dorosłych, więc no. Uprzedzam.



Sama formuła serialu animowanego, który jest publikowany wyłącznie w Internecie, nie jest nowa. Pełno tego, panie. Ale projekt Vivienne Medrano wyróżnia się profesjonalizmem - pracowało nad nim łącznie około 50 osób - no i sposobem fundowania. Całość została sfinansowana z pieniędzy fanów, którzy dorzucali się do zbiórki bezpośrednio przez Patreon lub kupując gadżety, printy, dając datki na streamach, sporo tego było. Z tego też powodu, trudno jest oszacować ile osób dorzuciło się do projektu i jaki był jego ostateczny koszt. I ile z tego przeznaczono na samą produkcję serialu.
Z samą autorką też było kilka kontrowersji, co nie jest ważne przy ocenianiu samego pilota, ale podrzucę Wam kilka linków na końcu posta. Z dziennikarskiego obowiązku.

To ten. Hazbin Hotel. O co chodzi?
Ano, jesteśmy w piekle. Które ma problem z przeludnieniem. Przedemonieniem? W każdym razie - aby sobie z tym poradzić, co roku urządza się dzień oczyszczenia, demonobójstwo na masową skalę. Nie podoba się to Charlie - księżniczce Piekła, niepoprawnej optymistce, która szczerze chce dla swoich demonicznych poddanych jak najlepiej. Dlatego postanawia otworzyć hotel. Nie byle jaki hotel. Hotel, który ma leczyć swoich gości z grzechu, serwować odwyk od zgubnych uciech i uczyć ich, jak być lepszymi duszami. Co prawda Charlie całe życie mieszka w piekle, nie za bardzo wie jak taka rehabilitacja miałaby wyglądać, ani czy jest w ogóle możliwe dostać się do nieba. Ale to jej nie zniechęca!
Ma już przecież pierwszego klienta - aktora porno Angel Dusta! Który zgodził się tylko dlatego, że może mieszkać za darmo.
I inwestora/partnera biznesowego, Alastora. Który jest najniebezpieczniejszym demonem w Piekle, robi to wszystko - kolokwialnie mówiąc - dla beki, a tak w ogóle to wyraźnie coś kombinuje.
No i swoją dziewczynę, Vaggie. Jedyną rozsądną osobę w całej tej paczce. Tak, na nią to na pewno można liczyć.
Wiadomo kto jest moim ulubieńcem, prawda?
Piloty są bardzo trudne do zrobienia, bo w tych 30 minutach musi się zawrzeć cała istota serialu - główni bohaterowie, ton, fabuła i konflikt, który będzie ją napędzał. I ten pilot z pewnością nie jest idealny. Tempo jest nierówne - po spokojnym openingu dostajemy kilka szybkich scen, które urywają się gwałtownie. Dopiero w drugiej połowie odcinka, gdy wszyscy bohaterowie są już w jednym miejscu, wracamy na równe tory. Podobnie animacja - widać momenty w które włożono nieco mniej środków i czasu. Iii... w sumie tyle, jeśli chodzi o narzekania. Takie mankamenty zdarzają się też w wysokobudżetowych produkcjach robionych przez profesjonalne studia. A Hazbin Hotel ma też do zaoferowania wiele rzeczy, których nie dostajemy tak często.

Po pierwsze, to produkcja dla dorosłych. Ale nie rzuca nam w twarz obrzydlistwami i przekleństwami, żebyśmy na pewno wiedzieli, że ta bajka nie jest dla dzieci. Wulgaryzmy są wplecione w dialogi w bardzo naturalny sposób, a zbereźne dowcipy padają z ust zbereźnych postaci. A poza tym jest kolorowo, kreskówkowo i są piosenki. Bo to musical. Bo produkcja dla starszej widowni nie musi być szaro-bura i poważna. Miło obejrzeć coś takiego.

Najbardziej podobała mi się początkowa sekwencja.

Po drugie, muzyka. Piosenki wpadają w ucho. I istnieją po to, aby opowiedzieć historię, a nie po to, aby sobie były. Ale to, co zaskoczyło mnie najbardziej, to udźwiękowienie. Serial jest pełen kreskówkowych, zabawnych dźwięków, muzyka, która leci w tle wydarzeń dobrze buduje atmosferę, a Alastor... Alastor to zupełnie inna liga. Jego głos brzmi jakby leciał ze starego radia, a jego działaniom towarzyszą takie odgłosy jak śmiechy widowni. Jest to poziom dbałości o detale, który pokazuje pasję i zaangażowanie ekipy lepiej niż słowa. Bo montaż jest upierdliwy, uwierzcie.

Ukoronowaniem wszystkiego jest jednak animacja. Tła są szczegółowe i pełne życia, projekty postaci są bardzo kreatywne i zapadają w pamięć, a wszystko jest animowane w piękny, płynny sposób. Chyba najbardziej podoba mi się paleta kolorów - która składa się prawie wyłącznie z odcieni czerwieni, czerni i okazjonalnie zielonego albo żółtego. Takie ograniczenie sprawie, że wszystkie te zwariowane i dziwaczne demony, koniec końców, pasują do siebie i tworzą ze światem spójną całość. Mam też wrażenie, że animatorzy dorzucili mnóstwo easter eggów od siebie, bo pełno ich wszędzie. Ale takie detale naprawdę służą tej produkcji - sprawiają, że Piekło staje się żywym (hehe) miejscem, które wygląda na zamieszkane. Jest to imponujące, szczególnie w niezależnej produkcji, ale też pasuje do atmosfery, jaką ten serial buduje.
Szczególnie zapadła mi w pamięć początkowa sekwencja - trochę odstająca od lekkiej, energetycznej reszty, ale idealnie objaśniająca motywacje Charlie, jej historię i to, co jej siedzi w głowie. Nie jest to coś, czego się spodziewałam po zwiastunach i bardzo to doceniam.


Także ten. Ja jestem kupiona. Pozostaje nam czekać co będzie dalej. Bo nawet jeśli projekt zakończy się w tym miejscu to z pewnością Hazbin Hotel stanowi pewien kamień milowy, jeśli chodzi o animację internetową. Cytując Alastora... stay tuned. 

Wątek na TvTropes o kontrowersjach związanych z Vivienne: https://tvtropes.org/pmwiki/posts.php?discussion=15242824150A06410000&page=6
Odpowiedź samej VivziePop w tej sprawie: https://vivziepop.tumblr.com/post/179705403534/im-only-going-to-say-this-once
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

2 komentarze:

  1. Definitywnie serial ma w sobie coś, co przyciągnie każdego. Jest produkcją komediową dla dorosłych, których tego typu animacji jest rzadko - jak sama wspomniałaś, zwykle są one groteskowe, obrzydliwe i pełne wulgaryzmów (co nie znaczy, że każdy taki tytuł był zły, co to to nie). Osobiście będę czekała na kolejne działania dotyczące kontynuacji, bo naprawdę, te postaci i ich teksty są świetnie rozpisane.
    Mam jedno zawahanie - czy gdy jednak jakieś studio/telewizja podejmie się dalszej produkcji tegoż dzieła, to czy nie wymuszą nad zmianą aktorów głosowych, będących współpracownikami danych stacji? To mnie nurtuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie również ostatecznie Hazbin Hotel bardzo się spodobał (Alastor to mój ulubieniec, mam słabość do motywu szalonego artysty), niemniej do wad dodałbym jeszcze, że zdarzają się sceny, kiedy tła są aż za szczegółowe przez co nie można się skupić na postaciach oraz tym co się dzieje. Wydaje mi się to objawem przeprojektowania (overdesign) niektórych teł, przy czym warto zaznaczyć, że miałem to wrażenie przede wszystkim przy pierwszym seansie.

    OdpowiedzUsuń