Podcasty - runda druga

Pisałam już kiedyś, jak to lubię podcasty, dlaczego też powinniście i że dopiero zaczynam przygodę z tym nieodkrytym kawałkiem popkultury. Od tego czasu przesłuchałam kilku nowych rzeczy. Oto wrażenia.

Część nowych rzeczy zebrałam w jeden osobny wpis, poświęcony podcastom o animacji. Do przeczytania TUTAJ.




Return Home - Johnatan zostaje zasypany tajemniczymi telefonami w których bardzo sztuczny, przerysowanie mroczny głos mówi mu, aby wrócił do domu. Chociaż kłopotliwa przeszłość trzymała go z dala od rodzinnego Melancholy Falls, nasz bohater pakuje manatki, odwiedza miasteczko i odkrywa, że jest ono dziwaczniejsze niż to pamiętał. Jego własny ojciec go nie pamięta, Stowarzyszenie Cieni (SERVE THE SHADOWS!) przetrzymuje jego matkę, mroczne głosy, zabójcze króliki, a nawet Diabeł we własnej osobie - z takimi szaleństwami musi się zmagać nasz bohater.
Jest to pierwszy podcast, z tych które słuchałam, który posiada narratora. Johnatan wspomina wydarzenia odcinka, a pomiędzy tym słyszymy wypowiedzi poszczególnych bohaterów, w tym samego Johnny'ego. Obsada jest całkiem spora, jednak poziom, który prezentują, jest mieszany. Przewodniczący Society of Shadows (SERVE THE SHADOWS!) Zayne jest cudownie przerysowany, podobnie jak DW (o którym nie śmiałabym zdradzać nic więcej), natomiast najlepszy kumpel Johnatana - który dosłownie nazywa się Buddy - jest bardzo denerwującym comic relief, który mógłby być strawny, gdyby nie grał go Forrest Orta.

Generalnie, sam serial nie oferuje zbyt wiele nowych rzeczy, ot - przygodowa historia z nadprzyrodzonymi zjawiskami. Scenariusz nie jest szczególnie dobry, żarty nie zawsze grają, a wydarzenia bywają trochę chaotycznie przedstawione. Przede wszystkim, brakuje naturalności - nawet jeśli mamy narrację głównego bohatera, co oszczędza nam wpychania na siłę backstory. Plusem jest to, że podcast nie bierze siebie zupełnie na serio i, po prostu, przyjemnie się go słucha. Był nawet mój ulubiony dowcip, w którym odgłos w tle okazuje się być dzwonkiem na telefonie jednego z bohaterów. Dostajemy też pewną różnorodność, czego najlepszym przykładem jest odcinek świąteczny, prawdopodobnie mój ulubiony jak dotąd.

Ważna rzecz zanim zaczniecie - podcast dzieli swoje odcinki na mniejsze, kilkunastominutowe kawałki. Denerwująca sprawa przy nadrabianiu. Polecam czekać aż wszystkie części danego epizodu już się pojawią i słuchać za jednym zamachem.

Gatunek: komedia, thriller, trochę dramat.
Długość: kilkunastominutowe odcinki, jedna pełna historia może się składać z 1-4 odcinków.
Strona internetowa: http://www.returnhomepodcast.com/listen/


King Falls Am - Dwójka dziennikarzy radiowych, miejscowy i nowo przybyły, prowadzą swoją nocną audycję radiową i relacjonują nam wydarzenia z sennego miasteczka King Falls...
*dźwięk zatrzymywanej nagle płyty winylowej*
Znowu Falls? Poważnie? Ja nie wiem kto tu od kogo zgapia, ale to już trzeci taki przypadek. Przestańcie.
No tak, i King Falls nie jest takie zwyczajne jak się wydaje. Brzmi jak popłuczyny po Welcome to Night Vale? Taaa... trochę tak jest. Wyróżnia się formuła. Dialog między dwójką prowadzących jest żywy, a to, że jeden z nich pochodzi spoza miasta ułatwia wprowadzanie nas do świata przedstawionego. Na antenę dzwonią mieszkańcy (obsada jest całkiem spora), więc audycje są urozmaicone i możemy wyczekiwać na swoich ulubieńców. Dosyć szybko pojawia się też ciągłość fabularna, co trochę może namieszać słuchaczowi w głowie - trzeba pamiętać nazwiska. Jednak fabularnie nie ma tu nic ciekawego. Elementy supernaturalne nie wprowadzają wystarczająco dużo zamieszania i są dosyć wtórne, dialogi nie są szczególnie dowcipne. Podcast wyraźnie próbuje wybić się relacjami między bohaterami, jak małym romansem, który wisi w powietrzu czy tym wrednym burmistrzem, który chce zamknąć naszym dzielnym radiowcom audycję. To najlepsze elementy historii, jednak po kilkunastu odcinkach nadal stoją one w miejscu.
Przesłuchałam tylko 20 odcinków i może sięgnę po więcej, kiedy będę mieć wolną chwilę do zabicia. Jeśli nie macie nic lepszego pod ręką, przynajmniej jest dobrze zrobione.
Gatunek: komedia z elementami horroru
Długość: zaczynają się od kilkunastominutowych, najnowsze ok. pół godziny
Strona internetowa: http://www.kingfallsam.com/


Big Data - Ktoś próbuje ukraść Internet. To wystarczyło, żeby mnie kupić. Żeby być bardziej szczegółowym: Siedem osób, porozrzucanych po całym świecie, dzierży siedem kluczy. Mając je, można by włamać się do systemu, wszystkich baz na całym świecie i mieć nad nimi całkowitą władzę. Z założenia ten system miał powstrzymać kraje przed próbami objęcia monopolu nad Siecią. Wyszło jak zwykle. Mamy dwójkę reporterów, którzy posiadają nagrania z momentów kradzieży tych kluczy. Czy uda im się rozwikłać kto za tym stoi? Albo chociaż wypuścić te informacje do świata, zanim Sieć zniknie na zawsze?
Chociaż pomysł wydaje się absurdalny, to ten cały interes z kluczami do Internetu jest... prawdą. Podobnie jak całe mnóstwo miejsc i rzeczy w Internecie, których użyto w fabule. Generalnie, twórcy robią wszystko, aby nadać podcastowi realizmu - efekty dźwiękowe i całą produkcja są wyśmienite. Zatrudniono sporą obsadę bardzo dobrych aktorów, którzy mówią z odpowiednio zróżnicowanymi akcentami, a nawet dorzucają słówka w innych językach. Jednocześnie, napisano ich dialogi na tyle lekko i dowcipnie, że nawet monologi brzmią wiarygodnie. Formuła jaką przyjęto - reporterzy opowiadają o swoim progresie w śledztwie, a następnie puszczają nam klip z nagraniem - pozwala bezboleśnie zawrzeć odpowiednie wyjaśnienia. Odcinków jest tylko 9, dlatego akcja nie zwalnia i nie mam miejsca na nudniejsze momenty.
Nie tylko podcast jest świetnie zrobiony, napisany, zagrany i zmontowany. Mamy występy gościnne. I to jakie! Pojawiają się inne podcasty: Wooden Overcoast, Kakos Industries, Welcome to Night Vale, The Greater Boston. Mamy też aktorów z The Bright Session, a nawet Felicię Day czy Taika Waititi! Sami goście zapełnili mi listę podcastów do odsłuchania na następny raz.
Gatunek: paradokument, dramat, sci-fi, trochę thriller,
Długość: 9 x 40 minut do półtorej godziny, plus krótkie materiały specjalne na ich stronie.
Strona internetowa: http://www.bigdata.show/


The Adventure Zone. Chyba nigdy nie wkręciłam się z nic tak bardzo w tak krótkim czasie. Samo streszczenie fabuły to najbardziej nerdzia rzecz jaką mogę sobie wyobrazić - czterech kolesi po prostu gra sobie w Dungeons & Dragons. Haczyk jest taki, że wszyscy są aktorami i mają doświadczenie w improwizowanej komedii. Dzięki temu każdy odcinek jest jak mały skecz, wypełniony żenującymi żarcikami słownymi, odniesieniami do popkultury, meta-humorem i śmianiem się z własnych dowcipów. I to działa! Duża w tym zasługa Gryffina, który jest Mistrzem Gry i naprawdę mistrzowsko (dobra, to było poniżej poziomu...) radzi sobie z budowaniem fabuły. I robi zabawne głosiki dla napotykanych postaci.
The Adventure Zone to opowieść o trzech poszukiwaczach przygód. Jest Magnus Burnsides - wojownik i "człowiek czynu". Uzdolniony stolarz, w wolnych chwilach lokalny bohater. Jest krasnolud Merle Highchurch, kleryk i wyznawcza boga natury imieniem Pan. Powinien uzdrawiać resztę zespołu, ale kiepsko mu to idzie. No i jest też Taako, elfi czarodziej i ulubieniec tłumu. No wiecie, w końcu to on. Taako. Ten z tv. Niech was nie zwiodą żarciki i pozorna głupota - to potężny posiadacz magicznego parasola i lepiej z nim nie zadzierać.
Zresztą cała trójka jest niezbyt kompetentna - a mimo to tylko oni mogą zebrać siedem Wielkich Reliktów, potężnych przedmiotów o niewyobrażalnej mocy. Może są zbyt głupi, aby dać się opętać ich przemożnej sile.
Chociaż całość jest zdecydowanie komedią i nikt nie traktuje zasad gry na serio, byłam zaskoczona jak wzruszające potrafią być fragmenty opowieści. Nawet jeśli sami bohaterowie są niepoważni, historia i konsekwencje potrafią skręcić na ponure terytoria. W pewnym momencie naprawdę zaczęłam się martwić o tę bandę idiotów. Trudno mi ująć co konkretnie jest magicznego w The Adventure Zone. Może pewna autentyczność, której nie da się uzyskać przy czytaniu ze scenariusza? Może to, że ci ludzie są po prostu zabawni i dobrze się bawią? Nadal, ja wsiąkłam doszczętnie. I wam też polecam spróbować.
Gatunek: komedia improwizowana, potem też dramat, fantasy, sci-fi,
Długość: około 1,5 godziny. pierwszy arc ma 69 odcinków + kilka odcinków specjalnych
Strona internetowa: http://www.maximumfun.org/shows/adventure-zone

I tu miała się znajdować szybka recenzja Opowieści Osobliwych, ale będzie kiedy indziej. Pff.




Share on Google Plus

0 komentarze:

Publikowanie komentarza