Stracone szanse Biedronki, czyli wpis na premierę 2. sezonu Miracuclous Ladybug.

Ciekawa sprawa z tym Miraculous Ladybug. Na pierwszy rzut oka wygląda jak jeden z tych masowo produkowanych seriali dla dzieci, które puszcza się w godzinach przedpołudniowych, gdy większość docelowych odbiorców siedzi w szkole. Wiecie, te które są oparte na prostym schemacie, który można kopiuj-wkleić do kilkudziesięciu odcinków. Te, które łatwo przerobić na zabawki.


Na drugi rzut oka... nadal wydaje się takim serialem. Tylko z dobrą animacją i nietypową lokalizacją - Paryż. Dopiero przy większym skupieniu uwagi zobaczymy, że pod tą oklepaną warstwą czai się coś większego. A wszystko wynika z pokomplikowanej drogi, jaką musiał przejść koncept Thomasa Astruca, aby trafić na ekrany telewizorów.
A wkrótce także i na półki sklepów z zabawkami, konsole do gier i do kin (pełnometrażowy film aktorski już w 2020 roku).

Obecnie Miraculum - Biedronka i Czarny Kot to serial dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, animowany w CGI. Jedna z niewielu nie-północnoamerykańskich produkcji w mainstreamie - serial jest wynikiem współpracy francusko-japońsko-koreańskiej. Mamy Marinette, niezdarną nastolatkę zauroczoną w przystojnym, bogatym i przemiłym Adrienie. Jednak Marinette ma tajemnicę. Dzięki swoim kolczykom - magicznym przedmiotom znanym jako Miracula - może się przemieniać w superbohaterkę, Biedronkę/Ladybug! Nie wie jednak, że inny superbohater w mieście - Czarny Kot/Chat Noir - to alterego jej ukochanego Adriena! Adriena, który nie wydaje się szczególnie zauroczony Marinette, ale szaleje na punkcie Biedronki. Czas na miłosne nieporozumienia!
O, i jest jeszcze zły Władca Ciem, którego imię w oryginale to dosłownie "Motyl". On też ma magiczny przedmiot, który daje mu supermoc. Supermoc w dawanie innym supermocy. W zamian, żąda od obdarowanych tylko przyniesienia mu Miraculów Biedronki i Czarnego Kota.

To jeden z tych seriali, gdzie grafiki koncepcyjne są najciekawsze.
Warto wspomnieć, że serial pełen jest wygodnych rozwiązań, dzięki którym zawsze wszystko kończy się szczęśliwie. Złoczyńcy nigdy nie korzystają z bezpośredniej przemocy, nikt nie nabiera podejrzeń, kiedy nasi młodzi protagoniści znikają gdzieś całymi dniami. Ladybug ma magiczną umiejętność, dzięki której wszystkie zniszczenia spowodowane przez Motyla (tak, będę go tak nazywać!) znikają. Nich przykładem będzie odcinek 10 "Simon Says". Na początku odcinka Marinette dostaje szlaban, ponieważ bycie Biedronką sprawia, że często opuszcza lekcje. Brzmi jak zalążek konfliktu? Coś ciekawego może się dziać? Nieee, problem nie zostaje poruszony do końca odcinka, kiedy nasza bohaterka już nie ma szlabanu.  

Podkreślam infantylność Biedronki, nie dlatego, że to coś złego. Serial ma liczne wady (jak niepokojąca obsesja Marinette na punkcie Adriena), ale jest ładnie zanimowany, lekki i przyjemny. Że nie wspomnę o kobiecej protagonistce! Piszę o tym, bo w pierwszych koncepcjach seria była kompletnie inna. Była mroczna i dojrzalsza.

Oczywiście, że Adrien/zauroczenie Biedronki jest nastoletnim modelem. Nie mogło być inaczej.
Pierwszy koncept Ladybug nosił nazwę The Mini Menace Ladybug i miał być serią komiksów. Thomas Astruc zwrócił uwagę, że pośród licznych superbohaterów inspirowanych zwierzętami (Spiderman, Batman czy inne Kobiety Koty) nie ma żadnej biedronki. Więc od tego się zaczęło:

Pierwotnie Biedronka miała być tylko zaczątkiem dla większego uniwersum herosów. Seria miała być skierowana raczej do młodzieży niż dzieci, poruszając mroczniejszą tematykę. Przykładowo, Marinette (wtedy Marietta) dostałabym swoje Miraculum po członku rodziny, którego tragiczną śmierć ilustruje jedna z grafik koncepcyjnych.

Krew? Broń palna? W pierwszych konceptach Biedronki nie było miejsca na półśrodki.
Niewiele wiadomo o tej wersji Biedronki. Jaka byłaby fabuła? Bohaterowie? Kim byłaby Marietta? W sumie jedynym pewniakiem jest to, że właśnie w tym momencie pojawił się Chat Noir - przynajmniej jako koncept, bo nic o nim nie wiemy.


Następne były Quantic Kids. Jeżeli dwoje bohaterów to za mało dla producentów, dorzućmy ich więcej!, zakrzyknął pewnie ktoś z ekipy. W tym koncepcie Biedronka i Czarny Kot byliby zaledwie szeregowymi członkami grupy herosów sprawujących pieczę nad Paryżem. W ekipie mieliśmy też więc:
Melodie, której bronią był flet.
Mercury'ego, który byłby nadludzko szybki.
Gavroche, o którym nie wiadomo zbyt wiele, poza tym, że imię pochodzi od bohatera Nędzników Victora Hugo.
Sparrow, którego bronią byłyby niewielkie strzałki.
Ten ostatni szybko został zastąpiony bohaterem, którego pierwotnie zaprojektowano jako złoczyńcę. Nazywał się Kid Mime, z mocami... mima? Nic dziwnego, że Thomas był rozczarowany, że jego faworyt został wykopany dla mima.


Po tym projekcie zostało zaledwie kilka grafik koncepcyjnych. Jednak pewne elementy przedostały się do ostatecznej wersji Ladybug - wygląd bohaterów czy motyw fletu jako broni. Zwłaszcza Melodie wygląda niezwykle podobnie, co bohaterka nowego serialu studia ZAGToon - Pixie Girl.


Na tym etapie produkcji nie istniał jeszcze Adrien - aka. Czarny Kot. Zamiast tego mieliśmy Felixa. Felix nie był szczególnie sympatyczny - zdystansowany, wywyższający się. Wydawał się wiedzieć o uczuciach jakie żywi do niego Marinette (nic dziwnego, ślepy by nie zauważył) i otwarcie okazywał swoje zniechęcenie. Niestety, dynamika w romansie między nim a Biedronką była mierna i nikt go nie lubił, więc zdecydowano się zastąpić go znacznie milszym Adrienem. Zresztą, w słowach Thomasa Astruca, Felix był bardziej schematem z anime niż ciekawym bohaterem, z którym można by było coś zrobić.



I tak dochodzimy do produktu, który pewnie już widzieliście. Do testowej animacji znanej jako Ladybug PMV. Zrealizowana w animacji 2D przez studio Toei Animation w znacznie bardzie wschodnim stylu animacji (projekty postaci, ekspresyjne wyrazy twarzy). Zwróćcie uwagę na dwie rzeczy: na przepiękny Paryż, który obecnie jest wiecznie rozpogodzony i kolorowy, a w tej wcześniejszej wersji pokazuje swoje różne oblicza - to pierwsze. Drugie to wybuchy, krótkie sceny walki (obecnie Biedronka raczej unika bezpośrednich starć) i zniszczenia, które wyglądają wyjątkowo destrukcyjnie.
W tych aspektach dobrze widać to mniej infantylne podejście i uderzanie do starszej grupy wiekowej.


Jedną z ciekawszych rzeczy w tej wersji był Felix. Jego pierścień, który umożliwiał mu przemianę w Chat Noir, nie dawał się zdjąć z palca i przynosił mu okropnego pecha. Jedynym ratunkiem na coś, co przynosi pecha jest coś, co przynosi szczęście. W tym przypadku całus (oczywiście) Biedronki. Tak jak Marinette z fajtłapy przeistacza się w pewną siebie Ladybug, tak ponury Felix stawał siè energicznym Kotkiem, który podbijał do Biedronki w nadziei na trochę ratunkowej magii. Co tworzy znacznie ciekawszy konflikt, nawet jeśli Czarny Kot jest w tej wersji bardziej egoistyczny.

Koncept "magicznego pecha" był o Felixa znacznie ciekawiej rozwinięty. To znaczy - był w ogóle rozwinięty.
Tutaj: Felix używa swojego pecha, aby zrzucić jabłko na Marinette.

Jakkolwiek podoba mi się koncept serialu obecny w Ladybug PMV, o tyle widzę problemy w warstwie produkcyjnej, na które z pewnością napotkali twórcy. Taka produkcja miałaby problem z wypłynięciem na szerokie wody - ze względu na nie-zachodni styl animacji, który zlewa się z innymi anime, mierzenie w nastolatków, a także formułę, która byłaby raczej ciągłą historią niż epizodyczną przygodą.


Takie rzeczy zdarzają się bardzo często - nie tylko w animacji, ale generalnie w przemyśle rozrywkowym. Zaczyna się od prostszych historii, które są oklepane, ale sprawdzone. Dlatego wiele kreskówek zaczyna od fillarów, odcinków, które nie wymagają znajomości głębszej fabuły ani oglądania ich w kolejności. Weźcie Star vs the Forces of Evil - krytykowałam je za niespójność fabuły, za główną bohaterkę, ale nie narzekam na to, że wiele odcinków nie służy historii i tylko zapycha czas antenowy. Albo nie narzekam aż tak bardzo. Wiem, że Daron Nefcy chciałaby skupić się na historii, ale dla studia nie jest to opłacalne - a przynajmniej w pierwszym sezonie. Wiem, że studio zmusiło ją by dorobić Marco kumpli-chłopców, bo co to za chłopiec, który otacza się samymi dziewczynami? Jak to ma trafić do młodych widzów?


Dlatego rozumiem dlaczego zdecydowano się na zmianę formuły Miraculous Ladybug. Obecna, wypełniona stereotypowymi postaciami, odcinkami z potworem tygodnia, które można oglądać poza kolejnością, grzeczna i bezpieczna, po prostu łatwiej się sprzedaje. Zwłaszcza w Europie, gdzie platforma dla animacji dla młodzieży jest po prostu mniejsza. Jeszcze. Serial dla małych dzieci prościej można było opchnąć innym krajom, także rynek zabawek jest łaskawszy, gdy tworzy się dla tej demografii.

Kolejne nieużyte moce Czarnego Kota. Może zobaczymy je w 2. sezonie? 

Jednak nadchodzi 2. sezon. Wielokrotnie odkładany w czasie, w końcu ma szansę poważniej wziąć się do roboty. Pierwsze odcinki są obiecujące. Głównie dlatego, że dają bohaterom więcej przestrzeni na rozwój i uwolnienie się z kajdan formuły. Z tej okazji, pomogę Wam dojść do sezonu 2. bez konieczności nadrabiania 26. odcinków. Zadzwońcie teraz, a otrzymacie plan w dwóch wersjach - super-okrojonej i bardziej rozbudowanej.

Wersja ekspres:

Odcinki 25 i 26 "Ladybug et Chat Noir (Origines -Partie 1)" i "(Partie 2)" - orgin story duetu bohaterów. Tak, wrzucili je na koniec i to całkiem fajne rozwiązanie, jeśli się maratonuje od początku. Ale jednak lepiej pozostać w tradycyjnym układzie rozpoczynania historii od, cóż, początku.
Odcinek 24 "Volpina" - dowiemy się o ważnej książce i poznamy kilka ważnych osobistości.

Wersja bardziej rozszerzona, ale nadal krótsza niż oglądanie całego serialu:

Odcinki 25 i 26
Odcinek 3 "Le Pharaon" (Faraon) - trochę historii plus trochę o najlepszej przyjaciółce Marinette.
Odcinek 4 "Lady Wifi" - najbardziej ikoniczna z przeciwniczek Biedronki.
Odcinek 6 "M. Pigeon" - najbardziej niedorzeczny z przeciwników Biedronki
Odcinek 10 "Dislocœur" (Dark Cupid) - odcinek walentynkowy! Naprawdę nieźle buduje napięcie pod koniec.
Odcinek 13 "Animan" - znośny konflikt i trochę o miłosnych uniesieniach.
Odcinek 17 "Antibug" - ciekawie o Chloé.
Odcinek 24

Jeżeli chodzi o wersję językową, niezmiernie Wam polecam oryginalną, francuską. Gra głosem jest świetna, a głosy dobrane przyjemnie. Angielska wersja nie jest zła aktorsko, ale ma trochę dziwnych tłumaczeń. Niestety, polski dubbing wyraźnie tłumaczy z angielskiego, dlatego zdarzają się kwiatki jak "Kropkuj!" (okrzyk bojowy Biedronki). Także dobór głosów jest całkiem średni - zwłaszcza piskliwa główna bohaterka działa mi na nerwy.

Dajcie znać która z wersji Biedronki podoba Wam się najbardziej i czy będziecie oglądać od 2. sezonu. A może śledzicie przygody Marinette i Adriena już teraz? Jak wrażenia?


Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

5 komentarze:

  1. animowany w CDI

    Może się nie znam, ale czy nie powinno być "CGI"?

    Niestety, całej reszty postu nie czytałem, bo nigdy nie oglądałem tej kreskówki. Być może to błąd z mojej strony, bo animacja wygląda na ciekawą.


    Tak właściwie piszę tu, bo nie mam Facebooka, a chciałbym napisać, że Twoje rysunki ciebie są śliczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz rację, paskudna literówka. Już poprawiona.

      Akurat ten post jest dla Ciebie, skoro nie oglądałeś, bo zawarłam w nim podręczną listę tych odcinków 1. sezonu, które są warte uwagi.

      I dziękuję bardzo. :v

      Usuń
    2. Rzuciłem okiem na tę kreskówkę i muszę przyznać, że jest całkiem niezła. Dzięki za rekomendację.

      Usuń
  2. Uważam, ze jesteś zbyt surowa dla tego serialu, jak i seriali epizodycznych czy połączonych z linią zabawek. Biedronka jest w moim odczuciu świetna, wypełnia lukę seriali czysto akcyjnych i rozrywkowych, które zostały zastąpione przez 11-minutowe komediodramaty, różnorodność się przyda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, mam słabość do ciągłości fabularnej. D:
      I zdecydowanie masz rację z serialami akcji - ostatnio nie mamy ich zbyt wiele, a sceny walk czy pościgów dobrze Biedronce wychodzą. Nadal - szkoda, że porzucono w fazie przedprodukcji tyle ciekawych konceptów. Bardzo chciałabym zobaczyć jakby się sprawdziły.
      Na swoją obronę - sezon 2. na razie mi się podoba!

      Usuń