Twelve Forever (2019)

Stali czytelnicy pewnie pamiętają mój wpis o Twelve Forever - pilocie serialu, który Julia Vickerman przygotowała dla Cartoon Network siedem lat temu. Ano, Netflix - w duchu zgarniania animacji zewsząd dookoła - przygarnął serial pod swoje skrzydła. Jak wygląda gotowy produkt?


Fabuła jest niemal taka sama - Reggie właśnie skończyła 12 lat. I absolutnie jej się to nie podoba - wolałaby zostać dzieckiem na zawsze. Cały ten kram z dojrzewaniem, zmianami w ciele, byciem poważną to dla niej okropnie nudna sprawa. Na szczęście, Reggie zawsze może uciec do Bezkresu - na magiczną wyspę, której istnienie przeczy wszelkiemu rozsądkowi - jej mieszkańcy, topografia, nawet prawa fizyki są w tym miejscu absurdalne. Idealne miejsce dla wolnego ducha takiego jak Reggie. Razem z przyjaciółmi- Toddem i Ester - odnajdują tam zaciszny azyl z dala od problemów dnia codziennego.
Generalnie, zwyczajne problemy zwyczajnych dzieciaków, które wkraczają w dorosłość - a jest to proces, jak wiadomo, bolesny.

To co decyduje o sukcesie Twelve Forever to postacie i kreacja samego Bezkresu. Jest to naprawdę przedziwne miejsce, które przywodzi na myśl Nibylandię Barriego - jest pełna beztroski, ale też niebezpieczeństw. Można tu natrafić na pole sprężystych materaców, po których można skakać, ale też pozornie opuszczony supermarket, który ujawnia najbardziej skrywane sekrety swoich gości. A to nic w porównaniu z tym kto mieszka w tym cudacznym miejscu. Większość mieszkańców powstało w wyobraźni Twelve (lub innych dzieci. chyba. nie zostało to do końca wyjaśnione), więc stanowią one mieszankę jej osobowości z kompletnie losowymi cechami, które tworzą z nich wyjątkowo niestabilne postacie, Szalone, naiwne i kompletnie zależne od swojej twórczyni. Przypominają w tym dzieci - zakochane w swoich ludzkich "opiekunach" próbują ich naśladować i pewnie nie poradzili by sobie bez nich.
Praktycznie jedyną istotą, która ma jakieś "ja" w tym cudacznym świecie to Butt Witch (cudownie przetłumaczona na Wiedźmozad).
Ciekawa jest to bohaterka, idealnie reprezentuje wszystkie lęki i obawy Reggie. Butt Witch powstała z książek o dojrzewaniu, ma ciało dojrzałej kobiety pełnej krągłości i głos zrzędliwego dziada. Mieszka w odkurzaczu - symbolu obowiązków i porządku - i pragnie pozbyć się infantylności z Bezkresu, wykorzystując słabości jego mieszkańców, wodząc ich niczym dzieci za lizakiem. Obrazuje to dobrze tekst jaki zaserwowała Reggie "Zachowujesz się jakbyś nigdy nie widziała dorosłej kobiety".
Oczywiście, bycie dorosłą nie polega na pozbyciu się wszelkich zabawek i noszeniu biustonosza, ale Reggie jeszcze tego nie wie. Paradoksalnie, chroniąc infantylności Bezkresu robi coś bardzo dojrzałego - broni tego, co dla niej ważne i tych, którzy sami obronić się nie mogą.  W tym aspekcie Endless to taka bezpieczna przestrzeń dla naszych nastoletnich protagonistów - miejsce, gdzie mogą się wyżyć, odpocząć od wyzwań i może przemyśleć na spokojnie trapiące ich problemy.
Jeżeli chodzi o podejmowaną tematykę mamy tu takie rzeczy jak poczucie straty, pierwsze miłości, asertywność, budowanie własnej tożsamości.



No, fajnie, fajnie. Ale trudno się skupić na wewnętrznych przemianach bohaterów i alegoriach wplecionych w design Bezkresu. Zamiast tego zachodziłam w głowę czym w ogóle to miejsce jest. Czy wymyśliła je Reggie? Najwyraźniej nie, bo inne osoby też mogą się tam dostać. Skąd się biorą jej mieszkańcy? To manifestacje poszczególnych cech charakteru Reggie i innych dzieci, które dostały się w to miejsce? Gdyby tak było, to czy mogliby tworzyć takie pokomplikowane relacje wśród własnej społeczności? A może to po prostu ludzie, którzy przebywali w Endless zbyt długo i potracili zmysły. Jak wielkie jest to miejsce? Ale wysp istnieje w tym wymiarze?
A serial na to pokazuje ci gest Kozakiewicza i nie dowiadujesz się nic. Frustrujące, ale ma sens.

Miało być jeszcze o postaciach. Tych ludzkich. Główna bohaterka jest przecudowana - nie pamiętam, żebym widziała kiedyś w mediach podobną postać. Jest głośna, humorzasta, impulsywna. Woli reagować przemocą niż rozmawiać o swoich uczuciach. Obdarzona wielką wyobraźnią i dosyć obrzydliwymi skłonnościami - przykładowo, jest obsesyjną zbieraczką, a w jej kolekcji znajdziemy też śmieci i jej... strupy. Fuj.
Reggie wie, że nie jest lubiana przez swoje dziwności, ale nie ma zamiaru z nich rezygnować. Muszę przyznać, że bardzo się z nią utożsamiam. Zwłaszcza jej relacja z mamą - która wolałaby, żeby Reggie miała bardziej "dziewczęce" usposobienie, a przez to lepiej dogadywała się z rówieśniczkami. To jedna z tych niełatwych sytuacji, gdy chcesz aby twoje dziecko było sobą, ale też chcesz mieć z nim więcej wspólnego i boisz się, że inne dzieci będą sprawiać mu przykrość. I serial naprawdę dobrze to pokazuje, wyśmienicie kreuje sytuację tej rodziny w organiczny sposób pokazując jak się w niej znalazła.


W porównaniu z tym koledzy Reggie wypadają dosyć słabo. Mamy Todda, który tęskni za starszym bratem i ma dwie młodsze siostry. I w sumie tyle jeśli chodzi o niego. Ester zaś jest neurotyczna i ma problem z asertywnością. Obie te postacie wydają się istnieć, żeby kontrastować z wadami naszej protagonistki. Ester jest bardziej dziewczęca i zorganizowana, a Todd potrafi być odpowiedzialny. Gdyby połączyć tę dwójkę w jedno, wyszłoby kompletne przeciwieństwo Reggie - osoba, której chciałaby jej mama, gdyby nie to, że kocha swoją córkę taką jaka jest. Mam nadzieję, że dostaną coś ciekawszego do roboty w drugim sezonie. O ile taki powstanie.

Widzicie, ten serial animowało to samo studio co Tuca&Bertie (który miał cudowną animację i który recenzuję tutaj), czyli
Puny Entertaiment. Które zostało ostatnio zamknięte. Oczywiście, istnieje szansa, że pieczę nad kreskówką przejmie inne studio. I może nawet wyszłoby to Tweleve Forever na dobre. Bo chociaż projekty postaci, jak i samego Bezkresu, są świetne to sama animacja pozostawia sporo do życzenia. Jest po prostu płaska i pozbawiona życia. Wiele krytykuje współczesny styl animacji za nadmierną prostotę i to jest serial, którego mogłyby używać jako przykład. Płaskie, jaskrawe kolory, brak szczegółowości, może i pasują do estetyki dziecięcych rysunków, ale nie imponują. Myślę, że Endless - gdyby rzeczywiście podkręcić poziom animacji - byłoby jeszcze bardziej imponujące. Równie przeciętny poziom prezentuje udźwiękowienie i nieliczne piosenki wplecione w odcinki.


Mimo wszystko, nadal twierdzę, że Twelve Forever jest warte przynajmniej obejrzenia kilku odcinków. Braki techniczne nadrabia scenariuszem, postać Reggie nadrabia za bohaterów drugoplanowych, a Butt Witch wynagradza wszystko. A poza tym chcę drugi sezon, bo mam nadal mnóstwo pytań jeśli chodzi o Bezkres.





Share on Google Plus

0 komentarze:

Prześlij komentarz