Barbie jako Roszpunka

Miałam problem z zabraniem się do Roszpunki. Nie jest to zły film, ale też nie jest to film dobry. Jest przeciętny. Nie ma czym się zachwycać, nie ma na co wylewać pomyj - a przecież recenzowanie złych rzeczy jest zawsze najprzyjemniejsze, prawda? Od czego więc tu zacząć...




Może od sekwencji początkowej. Mamy delikatną muzykę w rytm której latamy po pokoju pełnym przyborów malarskich. Kamera przechodzi od jednego zbliżenia do drugiego, pojawiają się nazwiska twórców. Trochę szkoda, że takie rozpoczęcia są coraz rzadsze, a na pewno w animacjach. Możemy też się dowiedzieć, że muzykę wykonuje żywa orkiestra. Ostatnio widziałam taką rzecz w Harvey Beaks* i to naprawdę robi różnicę (inna sprawa, że to serial, ale trudno mi nie traktować filmów z Barbie jak jednego, wielkiego tasiemca).

Shelly znowu ma problem, który tylko Barbie może rozwiązać. Tym razem... nie wie co namalować. Więc siostra serwuje jej opowieść o dziewczynie, która dzięki malowaniu ocaliła swoje życie? Trochę dziwna wymówka dla framing device, ale co ja tam wiem, to film Barbie. Kobieta imieniem Gothel mieszka z młodą dziewczyną, Roszpunką, w zamku otoczonym magicznym murem. Jest bardzo wymagającą opiekunką, która narzuca podopiecznej masę obowiązków, czepia się o drobiazgi i straszy jej zwierzęcych przyjaciół - trochę jak zła macocha z disneyowskiego Kopciuszka. Jednak Roszpunka przypadkowo trafia na ukryty tunel, który prowadzi pod barierą, prosto do pobliskiej wioski. Chociaż zawsze była grzeczną dziewczynką, tym razem ciekawość zwycięża i Roszpunka wybiera się na zwiedzanie, ratuje dzieci przed najgorszą pułapką w dziejach, zapoznaje się z młodzieńcem, który - oczywiście - później okaże się księciem, wiecie, typowe sprawy. Gothel dowiaduje się o tym i żąda ujawnienia kim jest chłopak z którym rozmawiała. A że Roszpunka nie wie, wiedźma zamienia jej skromny pokoik w wysoką wieżę, gdzie ma zamiar ją więzić, zanim ta się nie wygada.
Fabuła ma sporo dziur, nawet jak na film Barbie, a to sporo mówi. Na przykład, jaki był plan naszej antagonistki? Chciała zemsty, ale do końca wydawała się nie mieć zamiaru wyjawiać, że to ona za wszystkim stała. Chciała poczekać aż jej wróg pogrąży się do reszty? I jaka magiczna siła wyposażyła Roszpunkę w zaczarowany pędzel? (sam pędzel i pomysł z obrazami jest niezły, trzeba przyznać) Zgadzam się też, że w kilku miejscach zmiany naprawiają głupoty pierwowzoru - Roszpunka nie siedzi w wieży od początku, co byłoby szalenie niepraktyczne. Nikt nie przychodzi po Roszpunkę ani ona nie ucieka, z powodu magicznej bariery. Słynne spuszczanie włosów, które musiałoby boleć jak cholera i pewnie wyrwałoby bohaterce kilka pukli, ograniczono do sceny snu, która i tak wydaje się istnieć tylko dlatego, że to dosyć ikoniczne dla Roszpunki, by książe wspinał się po warkoczu. I żeby wepchnąć to do reklamy. No i mamy plot twist. Ten plot twist nadal jest świetny - logiczny, poprzedzony foreshadowingiem, ale wystarczająco niespodziewany. Zaryzykuję stwierdzeniem, że warto obejrzeć cały film dla tego zwrotu akcji.
Barbie w tym filmie jest wyjątkowo sprytna. Podobnie jak Kopciuszek, ciężko pracuje, nie tracąc przy tym pogody ducha, ale kiedy nadarza się okazja - wykorzystuje ją. W dodatku, tym razem nie trzeba jej przekonywać do bycia odważną - ciężar tego morału został przerzucony na postać młodej smoczycy, Penelopy. Zresztą, sama smoczyca ma własny wątek ze swoim ojcem - typowym rodzicem, który nie chce słuchać ani zaakceptować tego, że jego córką "chce być sobą". Szczerze mówiąc, chciałabym, żeby rozwinięto ten temat w jakiś przyjemniejszy sposób. Tymczasem wystarczy jedna krótka scena i wszyscy się ze sobą dogadują. Dużo bardziej polubiłam drugiego zwierzaka-towarzysza Roszpunki - królika Hobie. Jest sarkastyczny, strachliwy i komentuje zauroczenie Roszpunki w księciu "Najprzystojniejszy jakiego widziałaś? A ilu mężczyzn widziałaś w ogóle?". Jak już wspomniałam, plan Gothel nie należy do najlepiej przemyślanych, ale reaguje ona na zmiany okoliczności (zwykle głupio) i widać, że ma ona potężną moc magiczną.


Ze wszystkich, dotychczas opisanych przeze mnie filmów, tutaj najbardziej bolą ograniczenia, jakie narzuciła twórcom technika i/lub budżet. Widzicie, królestwo jest właśnie w trakcie wojny ze swoim sąsiadem. Taktyka wroga polega na kopaniu zamaskowanych dołów na środku polan (nie, na przykład, w pobliżu ruchliwej drogi czy coś), demolowaniu stoisk kupców i na napadaniu zamku podczas balu z oddziałem, dosłownie, dwóch rycerzy plus sam król. Zresztą, królestwo to znowu zbyt wiele powiedziane, tamtejsza wioska składa się z jakichś kilkunastu mieszkańców. Ciekawie, wiele postaci zostało użytych ponownie w Jeziorze Łabędzim, co prowadzi do zaskakujących przemieszań społecznych. Król z tego filmu, stanie się piekarzem w następnym.
W Roszpunce nie ma zbyt wiele muzyki i tańca. Jedna mała pioseneczka, na którą składa się sentencja czytana wcześniej przez bohaterkę. Podobno gdzieś tam w soundtracku użyto symfonii Dvoraka, nie wiem, muzyka to nie moja broszka - niemniej, nie na tym koncentruje się film i nie mam nic przeciwko. Cieszy mnie tylko, że nie wepchnięto nigdzie popu na siłę.

Naprawdę szukam słów, aby opisać Wam przeciętność tego filmu. Nie znalazłam w nim nic szkodliwego, to na pewno. Kilka pomysłów jest interesujących, kiedy ogląda się go pierwszy raz. Ostatecznie, można odpuścić - nie ma żartów o pierdzeniu, jak w Jeziorze Łabędzim, ale tam przynajmniej ładnie tańcowali. Na szczęście wiem, że następny film będzie dużo lepszy...


Spis pozostałych filmów Barbie i próba wyjaśnienia, po co mi to.
*Poza przypadkami, gdzie wykorzystywano prawdziwe instrumenty w pojedynczych odcinkach (Wander Over Yonder, odc. "My Fair Hatey" albo tylko w scenach (skrzypce w odcinku Stevena Universe'a "The Answer").
Share on Google Plus

0 komentarze:

Prześlij komentarz