Eizōken ni wa Te o Dasu na!/Łapy precz od Eizouken!

W dyskusji o Oscarach często pojawia się stwierdzenie, że Hollywood kocha filmy o Hollywood. I chyba ma to sens, bo jako fanka animacji jestem absolutnie zachwycona anime, które będę skrótowo nazywać Eizouken!. Czyli anime o robieniu anime.



Trzy licealistki zakładają szkolny klub w którym chcą tworzyć filmy animowane. Midori, nieco aspołeczna, ale niesamowicie kreatywna, której szkicownik jest pełen niesamowitych światów. Tsubame, której rodzice zabraniają dołączać do klubu anime, widząc w niej przyszła aktorkę - nawet jeśli dziewczyna ma niesamowity dar do obserwowania ruchu i odtwarzania go na papierze. No i Sayaka, która ni w ząb się nie zna na anime, ale widzi w tym szansę, aby zarobić. No i wiecie, przyjaźń,takie tam.
Dziewczyny obejmują funkcje, kolejno, reżyserki, animatorki i producentki, stawiając swoje pierwsze kroki i pokonując liczne wyzwania, które piętrzą się na ich drodze.

Serial ma w sumie trzy osie fabularne: wątek przyjaźni między dziewczynami, objaśnianie widzom jak tworzy się seriale animowane i przedstawienie typowej drogi, jaką muszą przejść nowe studia - z naciskiem na wszystkie wyzwania i problemy, które się z tym wiążą.
Dziewczyny się poznają, początkowy entuzjazm studzi brak wsparcia ze strony szkoły, potem brak sprzętu, potem brak funduszy, potem brak czasu i tak dalej. Myślę, że wielu freelancerów, niekoniecznie z branży animacji, będzie mogło się odnaleźć w wątkach takich jak "nie możemy się dogadać z klientem, bo żądają niemożliwego, najlepiej na wczoraj". Jednocześnie, to nie jest tak, że naszym bohaterkom ciągle wieje wiatr w oczy - zdarzają się przyjemne niespodzianki, które jednak nie pojawiają się znikąd, więc trudne je uznać za "wygodne rozwiązania". Po prostu, jak w życiu, różnie bywa.
W tym anime, jak i w życiu, liczą się pieniądze. 
Dzięki temu, że jedna z postaci - Sayaka - nie wie jak wygląda proces animowania, serial jest w stanie gładko wpleść elementy edukacyjne. Co to jest peg? Czym różni się papier do animacji od zwykłego? Jakie sztuczki można zastosować, żeby animowało się szybciej? Jednocześnie Sayaka wyjaśnia koleżankom jak ważne są marketingowe aspekty procesu, zapewnienie sprzętu i współpraca z twórcami z innych dziedzin.
Wiele z tych problemów jest bardzo życiowe i Eizouken! sprawdza się fenomenalnie w przedstawianiu tych dylematów. Wśród poruszanych problemów mamy ważną kwestię przepracowania animatorów - co tyczy się szczególnie japońskich studiów, gdzie ludzie pracują niemal bez przerwy i nadal zarabiają zbyt mało, aby się utrzymać. Serial pokazuje nam jak Tsubame rysuje ujęcia po nocach, a jej palce pokrywają odciski. Ale nawet to nie wystarczy, żeby ukończyć film na czas - dziewczyna będzie musiała zadecydować czy jest w stanie poświęcić jakość animacji na rzecz ukończenia przed deadlinem. I anime udaje się zbudować z tego typu wyzwań coś ekscytującego. Crunchyroll wypuszczało serial po odcinku na tydzień i, przyznaję, pierwszą rzeczą jaką robiłam w poniedziałki było obejrzenie następnego odcinka.

Jednocześnie, miło się śledzi jak nasze bohaterki się zaprzyjaźniają - poznajemy ich historie, dowiadujemy się jakie wydarzenia je ukształtowały. Te historyjki z przeszłości zawsze są sprytnie przeplatane z bieżącymi wydarzeniami - zabieg, który wskazuje nam jeszcze celniej na związek przyczynowo-skutkowy. Podoba mi się, że nie wszystkie sceny są bezpośrednio powiązane z prowadzeniem studia. Dziewczęta mają chwile dla siebie, spacerują w poszukiwaniu inspiracji, idą coś zjeść. Rozmawiają, wymieniają się doświadczeniami. Ich charaktery tworzą świetną mieszankę i oglądanie nawet najprostszych wymian zdań sprawia, że robi się ciepło na sercu. To jeden z tych seriali, które nie muszą się uciekać do rozdmuchanych dram ani wielkich gestów, żeby wzbudzić w nas uczucia.
Przyjaźń tych dziewczyn jest bardzo urocza.
Eizouken! początkowo była mangą, jednak ta historia wręcz prosiła się o animowaną adaptację. Trudno przestawić dziedzinę sztuki definiowaną przez ruch inaczej niż... w ruchu. Zwłaszcza ta edukacyjna warstwa serialu na tym zyskuje. Jednak poza realistycznym scenami z życia dziewcząt, dostajemy też wstawki w których ich wyobraźnia ożywa. Gdy Midori opisuje wymyślone przez siebie światy, ożywają one na ekranie. Pojawiają się równolegle z bohaterkami, wydają dźwięki. Ten element sprawia, że wyraźniej widzimy ich ambicje i możemy porównać z gotowymi filmami, które udaje im się wyprodukować. Tak, mamy też okazję zobaczyć same animacje, które wyprodukował klub. I powiem wam, że bywałam na festiwalach animacji, widziałam jak wyglądają niezależne produkcje i odwzorowanie emocji, jakie biją z takich dzieł, udało się odwzorować perfekcyjnie.
W tym miejscu muszę wspomnieć o pierwszej scenie całego anime, gdzie mała Midori ogląda film Hayao Miyazakiego "Future Boy Conan". Widzicie, twórcy bardzo chcieli wykorzystać ten konkretny fragment oryginału. Niestety, nie udało się uzyskać do tego praw. Natomiast sam twórca dał studiu Science SARU pozwolenie na skopiowanie potrzebnych scen jeden do jednego. Ah, te zawiłości prawa autorskiego.
Kiedy dziewczyny projektują latający pojazd, mamy szansę zobaczyć go od środka.
I chociaż przez całą dzisiejszą recenzję zachwycam się nad aspektami serialu Eizouken! które dotyczą procesu robienie animacji, myślę, że ten serial spodoba się wszystkim - ale ze względu na to jak ciepła i przyziemna jest ta opowieść. Każdy będzie mógł odnaleźć cząstkę siebie w tych bohaterkach. Tą cząstkę, która chce podążać za marzeniami i zmieniać świat. A może nawet znajdziecie w tym serialu źródło motywacji do podążania za tymi celami?
Serial możecie obejrzeć TUTAJ - po japońsku z m.in. angielskimi napisami.
Share on Google Plus

0 komentarze:

Publikowanie komentarza