Randy Cunningham 9th Grade Ninja/Nastoletni Ninja

Guilty pleasure (ang. wstydliwa przyjemność) - rzecz, przykładowo wytwór kultury, którą uwielbiamy, chociaż głupio nam do tego się przyznać. Może to wynikać z nietolerancyjnego otoczenia ("Oglądasz to?! Przecież to film dla [uzupełnij lukę]!"), tego, że dana rzecz nie jest konwencjonalnie w dobrym smaku albo dlatego, że jest obiektywnie zła. 
Pomyślałby kto, że akurat ja nie mam wstydu, skoro oglądam kucyki, Barbie i  Sailor Moon.
Ale znalazłam swoje guilty pleasure... I będę o nim pisać.




Miasto Norrisville i tamtejsze liceum od 800 lat jest ochraniane przez Ninję. Nikt nie wie jednak, że co 4 lata wybierany jest nowy ninja, jeden z uczniów. Właśnie został nim pierwszoklasista Randy Cunningham. Musi się mierzyć z Czarnoksiężnikiem, który siedzi pod liceum i zamienia przygnębionych uczniów w bezmyślne potwory. A także z zabójczymi robotami, wysyłanymi przez lokalnego gazylionera McFista, który zawarł umowę z rzeczonym Czarnoksiężnikiem. Poza tym, typowe problemy nastolatków, najlepszy przyjaciel o imieniu Howard, który jako jedyny zna sekret Randy'ego, morał pod koniec każdego odcinka i kilka fajnych scen akcji. Standard, prawda?
Problem w tym, że dowcipy w serialu to prawie wyłącznie klozetowy humor i żarty słowne (puns?), Randy popełnia głupotę za głupotą i niezbyt poważnie podchodzi do swoich obowiązków (bo lepiej wykorzystywać antyczną magię do odrabiania prac domowych, co nie?), jego najlepszy kumpel jest okropnie wnerwiającą postacią, a niemal cała reszta obsady to oklepane stereotypy. Nie zapomnijmy o powracających gagach, które nie były śmieszne za pierwszym razem i powtarzanie ich tego nie zmieni. O nie, od poprzedniego żartu o pierdach minęły całe dwie minuty! Dorzućmy do tego bolesne odwołania do popkultury, niesympatyczny duet pierwszoplanowy i to by był mniej więcej cały Randy Cunningham 9th Grade Ninja.


Wchłonęłam dwa sezony, po 26 odcinków, w kilka dni.


Jest w tej produkcji coś, czemu nie mogę się oprzeć. Czy to projekty postaci? Odpowiadał za nie Aaron Alexovich, który pracował nad Invader Zim. Więcej, twórca Zima, Jhonen Vasquez, był konsultantem Alexovicha przy tworzeniu designów. Całość jest rysowana grubymi konturami, bohaterowie są całkiem przerysowani, kanciaści. Tła są dosyć proste, a kolory intensywne.

Może to wygląd wnętrza Ninja Nomiconu? Widzicie, Randy ma magiczną księgę, zbiór wiedzy i doświadczenia wszystkich poprzednich Ninjów (tak się to odmienia?). Kiedy Randy robi coś głupiego - czyli całkiem często - Nomicon świeci i drga. Wtedy chłopak otwiera książkę i... traci przytomność (co mniej nadal,śmieszy, z jakiegoś powodu).


Jego ciało zostaje, podczas gdy świadomość ląduje we wnętrzu książki, gdzie wszystko jest możliwe, rysunkowe ludziki przekazują Ninjy potrzebną lekcję, a wszystko jest narysowane w innym stylu, który wygląda bardzo ładnie. Moc Ninjy produkuje też "notatki" latające w powietrzu i pomagające Ninjy dostrzec kluczowe w danym momencie rzeczy. Cała praca jednego człowieka (JJ Villard) polega na projektowaniu tych szkiców.



Albo chodzi o naprawdę śliczną, płynną animację. Przy statycznych scenach, jest przeciętna. Ale sekwencje walki są już świetne - nieźle rozplanowane, zaskakujące. Ninja ma do dyspozycji całą masę broni, najwyraźniej w nieograniczonych ilościach. I robi dużo fikołków. To się dobrze ogląda.


Jest jeszcze kwestia tego, że - jakby się chwilę zastanowić - cała historia jest trochę mroczna. Widzicie, Czarnoksiężnik posiada umiejętność wyczuwania negatywnych emocji. Kiedy ktoś jest przygnębiony, zły lub zawstydzony, Czarnoksiężnik może wysłać na taką osobę chmurę dymu, który zmienia delikwenta w bezmyślnego potwora. Im więcej chaosu wywoła taki potwór, tym silniejszy staje się antagonista. Aby pokonać takiego stwora, trzeba zniszczyć przyczynę - czasem chodzi o przedmiot drogi sercu przemienionej osoby, czasem trzeba doń przemówić inaczej. Trochę jak w Miraculous Ladybug. To bardzo niepokojące - zrobi ci się przykro i zmieniasz się w dziką bestię, niszczysz wszystko naokoło, może nawet robisz ludziom krzywdę? A mowa o liceum, gdzie stresu pełno.

Poza tym, przyznaję, że drugi sezon trochę wyhamował z infantylnym humorem. Zamiast tego dostaliśmy trochę rozwoju postaci, zwłaszcza drugoplanowych. Dostają nawet własne wątki i aż szkoda, że nie zostały lepiej poprowadzone. Na przykład Debbie Kang, reporterka szkolnej gazetki, obiera sobie za cel poznać tożsamość Ninjy. Jednocześnie możemy ją poznać jako twardą, zdecydowaną dziewczynę. Brzmi nieźle, hm? Niestety, w następnym odcinku, który kontynuuje ten wątek, Debbie już wie kim jest Ninja i temat zostaje rozwiązany w tym samym epizodzie. A to, jak zakończony zostaje sam serial... To kwestia dyskusyjna. Nie zdradzając zbyt wiele, chyba chciano osiągnąć zbyt wiele rzeczy na raz, przez co kilka wątków doczekało się satysfakcjonującej konkluzji, ale przynajmniej jeden już mniej.

Na pewno, natomiast, nie mogę się oprzeć urokowi Viceroya. To konstruktor robotów, i wszystkiego generalnie, w przedsiębiorstwie McFista (tego gazylionera, co to jest właścicielem połowy rzeczy w mieście). Jego prawa ręka, można powiedzieć. To on tworzy wszystkie plany zniszczenia Ninjy, a także inne gadżety napędzające fabułę. I jest uroczy - ma świetny design, sarkastyczne, gorzkie poczucie humoru, jest mądry i ślicznie się śmieje. Gra go Kevin Micheal Richarson, który zazwyczaj dostaje role złoczyńców i operuje swoim potężnym, głębokim głosem - a który tutaj używa cienkiego, nieco skrzeczącego tonu dla Viceroya. Reszta aktorów też jest przyzwoita, ale żaden mnie tak nie zaskoczył - taki John DiMagio gra tutaj praktycznie samego siebie.

Chronić za wszelką cenę.

Muszę jeszcze wspomnieć o slangu. W uniwersum serialu młodzież używa naprawdę dziwnych powiedzonek jak "What the juice?" ("Cóż to za osobliwość?") , "That's so cheese!" ("To przezacne!"), "Sooo bruce!" ("Rzecz godna powszechnego podziwu!"). Polska wersja językowa nie trudziła się z szukaniem odpowiednich tłumaczeń tych zwrotów. Nadal nie jest pewna czy to dobrze czy źle.


Randy Cunningham 9th Grade Ninja przypomina mi serial Nicka pt. Danny Phantom. Tam też mamy historię superbohatera chroniącego miasto/szkołę przed nadprzyrodzonymi mocami. Lekka komedia przeplata się z kilkoma mroczniejszymi momentami. Ninja brakuje jednak a) lepszego poczucia humoru i b) lepszego prowadzenia postaci. O ile jestem w stanie znieść istnienie słabszych kreskówek, przykro mi się robi, gdy widzę zmarnowany potencjał. A Randy mógłby być znacznie lepszy, gdyby potraktować go poważniej. Tylko troszeczkę.

Tymczasem, żeby docenić te dobre rzeczy, trzeba przecierpieć kiepskie dowcipy słowne i denerwujący głos Howarda (rzecz, którą polski dubbing naprawia, jak miło).
Dlatego, specjalnie dla Was, moja autorska lista odcinków, które nie-są-takie-złe, a które rzeczywiście mają coś ciekawego do zaoferowania. Zamiast 100, oglądacie 40. Prawdopodobnie można by ją jeszcze trochę skrócić, ale zaufajcie mi. To odpowiednia liczba, która gwarantuje pełne ninja-doświadczenie, bez przesadnego zażenowania.
  1. "Last Stall on the Left" (1/01) - bo to pierwszy odcinek
  2. "McFists of Fury" (1/04) - Ninja dowiaduje się, kto napuszcza na niego te złe roboty. Plus Randy podejmuje mądre decyzje.
  3. "Gossip Boy" (1/05) - Howard nie jest tutaj aż taki denerwujący, a i Randy zachowuje się odpowiednialnie, jak na niego.
  4. "Monster Dump" (1/07) - bo Viceroy jest tu przeuroczy.
  5. "Dawn of the Driscoll" (1/10) - Halloweenowy odcinek z całkiem oryginalną fabułą i kilkoma dobrymi żartami.
  6. "Monster Drill" (1/14) - Ninja uczy się nowych rzeczy, poza tym nic specjalnego. Po prostu jest sympatyczny. 
  7. "Silent Punch, Deadly Punch" (1/15) - W którym Randy robi coś mądrego, tak dla odmiany.
  8. "Weinerman Up" (1/20) - Pomysł na robota jest całkiem ciekawy.
  9. "Evil Spirit Week" (1/21) - Przedstawia ważny element fabularny.
  10. "Stanks Like Teen Spirit" (1/27)- Właściwie nic specjalnego, ale to nieliczny moment w którym Howard pokazuje się od lepszej strony.
  11. "Raiders of the Lost Nomicon" (1/28) - Randy staje twarzą w twarz z wrogami i wykorzystuje wszystkie poprzednie lekcje w praktyce. 
  12. "Ninja Camp" (1/30) - Randy pokazuje się z najlepszej strony + trochę budowania świata.
  13. "Randy Cunningham and the Sorcerer's Key" (1/34) - Dowiadujemy się bardzo ważnej rzeczy, a sceny walki są super.
  14. "The Ninja Identity/The Ninja Supremacy" (1/35-36) - Kolejna ważna informacja w naprawdę ciekawym odcinku. Bohaterowie zachowują się wyjątkowo mądrze, przez większość czasu.
  15. "Enter the Nomicon" (1/37) - Kończymy zaczęty wątek i siedzimy w pięknych okolicznościach Nomiconu.
  16. "Sorcerer in Love" (1/43) - Bo mamy fajnego złoczyńcę i udostępniono trzy storyboardingi
  17. "Sorcerer in Love 2: The Sorceress's Revenge" (1/48) - Kończymy wątki, a poza tym jest niezły.
  18. "Shloomp! There It Is!" (1/50) - Bo Randy z tego odcinka jest uwielbiany przez fanów i ma dużo fanartów. Zgadniecie dlaczego?
  19. "Randy Cunningham: 13th Century Ninja" (1/51-52) - Dwuodcinkowiec, debiut najfajniejszej postaci w serialu (poza Viceroyem), a i animacja śliczniejsza niż zwykle.
  20. "Flume-Igation" (2/01) - Randy zostaje postawiony przed ciekawym wyborem.
  21. "On the Poolfront" (2/02) 
  22. "Welcome Back Catfish"(2/03)
  23. "All the Juice That's Fish to Swim" (2/04)
  24. "Julian's Birthday Surprise" (2/05) - Powyższe odcinki ustawiają nam powracające fabuły.
  25. "True Bromance" (2/06) - BO BROOOOMANCE!
  26.  "Otto Know Better" (2/13) - Viceroy jest tutaj zaskakująco groźny.
  27.  "Brolateral Damage" (2/14) - Tak naprawdę ten odcinek jest zły i przewidywalny, ale Randy ma w nim fajną fryzurę.
  28. "Ninjception" (2/18) - Prawdopodobnie mój ulubiony odcinek. Im mniej o nim wiesz, tym lepiej.
  29. "Bro-ing Down the House" (2/22) - Bo jest Viceroy, wrzucony tu kompletnie bez sensu.
  30. "Mastermind of Disastermind" (2/25) - Bo powracający wątek.
  31. "Debbie Meddle" (2/27) - Najbardziej zmarnowana postać w serialu rozgryza tożsamość Ninjy. W tym odcinku rzeczywiście czuć presję.
  32. "Rorg: A Hero of a Past" (2/29) - To bardzo głupi odcinek, ale jest nabijanie się z He-Mana, więc przywodzi mi na myśl Wander Over Yonder. To jest dobry powód.
  33. "Mort-al Combat" (2/30) - Głupi pretekst do fantastycznego odcinka. Ojciec Howarda myśli, że Ninja chce dorwać jego i jego rodzinę. 
  34. "Bro Money Bro Problems" (2/34) - Dowiecie się, co się dzieje ze sprzętem, który Ninja zostawia po bitwie.
  35. "Escape from Scrap City" (2/36) - W tym odcinku umieszczono mój ulubiony dowcip, bardzo meta - gdy Viceroy przez chwilę używa głębokiego głosu, z którego jego aktor głosowy jest tak dobrze znany.
  36. "Fake Fight For Your Right to Party" (2/40) - Jedyny powód to wiarygodne przedstawienie tego, jak wyglądają imprezy. Pokażcie dzieciom.
  37. "Big Trouble in Little Norrisville", "Winner Takes Ball", "Ball's Well That Friends Well"  (2/35-37) - Końcówka sezonu, po której możecie zdecydować czy była satysfakcjonująca czy nie.
Także ten. Taki-sobie serial, z kiepskimi scenariuszami. Uwielbiam go i właśnie maratonuję najlepsze odcinki (vel. odcinki z powyższej listy). I jestem przepełniona wstydem.  Zrobiłam sobie nawet naszywkę na mój konwentowy plecak, jako dowód mojej hańby:
Jeśli zobaczycie mnie z nią, macie prawo podejść i rzucić mi pogardliwe spojrzenie.
Przynajmniej wreszcie odczułam na własnej skórze piętno guilty pleasure. I nie żałuję.

Smoke bomb!

Share on Google Plus

0 komentarze:

Prześlij komentarz