Emara

Jedną z najlepszych stron Internetu jest to, że mamy swobodny i natychmiastowy dostęp do materiałów z całego świata. Dlatego możemy dostać perełki z naprawdę nieoczekiwanych miejsc. Na przykład, możemy dostać anime z Dubaju. Oto Emara - bohaterka Emiratów!

To idealny moment, aby zapuścić sobie muzyczkę z czołówki.

Zanim zarzucicie mnie komentarzami, wyjaśniam o co mi chodzi z tym "anime z miejsca-które-nie-jest-Japonią". Nawet jeśli termin anime pozostaje skrótem dla szeroko pojętej animacji pochodzącej i produkowanej w Japonii, unikalny styl tych produkcji sprawia, że jest on naśladowany na całym świecie. Specyficzny styl, projekty postaci, estetyka, tematyka czy dynamiczność animacji są powielane prze wielu artystów i łatwo rozpoznawalne. Także kreskówki z Japonii niekoniecznie muszą wyglądać jak to, co utożsamiamy ze stylem anime - weźmy banalny przykład jakim jest Pszczółka Maja. Wiele osób nadal jest zaskoczonych, gdy się im powie, że to produkcja japońska. I chociaż sama używam słowa "anime" jako skrótu myślowego do "japońska animacja", to stylistyka kreskówki Emara nie pozwala mi jej nazwać inaczej jak anime właśnie.
W skrócie - wygląda jak anime, więc będę pisać anime. Dobrze? Nie? Trudno, i tak będę.

No patrzcie na to - jak nie anime, jak anime?
Fatma Almheiri jest ilustratorką i graficzką, nagradzaną za swoje komiksy. Ukończyła Akademią Animacji Cartoon Network. Emara jest dla niej pierwszym dużym projektem. To samo się zresztą tyczy studia Eating Stars, które wypuszcza serial w Internecie (w trzech językach: arabskim, arabskim uproszczonym i angielskim). I Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które wydają się być ostatnim miejscem, które podejrzewalibyśmy o bycie nową kolebką animacji. A jednak - Dubaj to miasto bogate, więc stać ich na własną superbohaterkę. I to jaką!

Ktoś musi bronić miasto przed bandą pięknie odzianych złoczyńców.
Moza ma 19 lat, pracuje w kawiarni swojej mamy jako kelnerka i może zamienić swoje ręce z silniki odrzutowe/wyrzutnie rakietowe/te cosie, które Iron Man ma na dłoniach. Jej alter ego to Emara - odziana w pelerynę, stylową, półprzezroczystą maseczkę na oczy i hidżab. Czym jest Emara? Skąd się wzięły jej niezwykłe umiejętności? I dlaczego śledzi ją ta szemrana organizacja? Mamy tylko 5 krótkich odcinków, żeby odpowiedzieć na te pytania. Dlatego pozwólcie, że nie będę pisać o fabule zbyt wiele poza standardowym "trzeba złapać bandziora".

Bandzior nosi cosplay Dr. Fluga z Villainous.
Sama Moza to zbilansowana mieszanka wad i zalet. Pewna siebie, ale czasem zbyt zuchwała, gdy pcha się w każde niebezpieczeństwo. Chce nieść pomoc i chronić tych, którzy tego potrzebują, ale nie waha się użyć bezpośrednich metod, gdy tego trzeba. Dla kontrastu dorzucamy jej bardzo wyluzowaną, głośną mamuśkę oraz wujka, który prawdopodobnie należy do rodziny Armstrongów - biorąc pod uwagę, że składa się z mięśni, wąsów i gani za samochodami bandziorów na piechotę. W walce z bardzo zabawnie ubranymi bandziorami przyda się Emarze pomoc. Nieoczekiwanie, dołącza do niej Dhabian- wesołek, którego wyposażono w robotyczną parę nóg. Generalnie, coś jest na rzeczy z tymi robotami i technologią, bo ten motyw powraca jak bumerang - czy to w formie urządzeń kontrolujących umysły czy w kilku migawkach podczas intra.

Dhabian jest bardzo dobrym chłopcem.
Jak pisałam wcześniej, mamy do czynienia z początkującym studiem. Twórcy często wykonywali kilka ról na raz. Dlatego serial korzysta ze wszelakich dostępnych sztuczek, żeby przyoszczędzić na animacji. Nie jest ona zbyt płynna - widać, że nie robiono jej przy 24 klatkach na sekundę. Dla tych co bardziej siedzą w temacie animacji - robiona na trójkach, za wyjątkiem scen akcji, gdzie przyspiesza do dwójek. Sporo jest też zatrzymanych klatek, pod które podłożony jest głos, uproszczonej animacji w zabawnych momentach i podobnych, dobrze znanych w anime, zabiegów. Przyznaję, że jest to zrobione na tyle sprytnie, że nie psuje zabawy. Twórcy mieli też pełną dowolność jeżeli chodzi o umieszczenie w serialu odniesień do swoich ulubionych anime - i tak też się stało. [źródłoSzczególnie ukochane przez twórców wydaje się być Studio Trigger (to ci od Kill la Kill) Storyboarding i udźwiękowienie scen jest świetne, muzyka przyjemna - zwłaszcza intro, które zapadnie wam w pamięć, z pewnością. Do gustu trafiły mi projekty postaci - proste, kolorowe, ekspresyjne.

Nawet bardzo ekspresyjne.

Warto wspomnieć o angielskim dubbingu - bo w takiej wersji oglądałam serię i przypuszczam, że z wami będzie tak samo (są dostępne napisy, także po polsku). Dubbing jest robiony przez amatorów, ludzi dla których dubbing jest pasją, a niekoniecznie pracą. I to - niestety - słychać. Momentami nawet bardzo. Ze wszystkich zgrzytów, które dałoby się spotkać także w wysokobudżetowych produkcjach, ten zgrzyta mi najmocniej. I nie chodzi tylko o same aktorstwo, ale także o jakość nagrań. Nie jest to jednak rzecz, która kompletnie przekreślałaby cały serial. Zdaje sobie sprawę, że nie dla wszystkich to będzie kłopot, ale jeśli zwracasz uwagę na takie rzeczy - lojalnie ostrzegam. Może lepiej włączyć oryginalną wersję językową i napisy. Chyba, że znasz arabski, wtedy już gorzej.

A to jest mój ulubieniec - Ali. I potrzebne mu trzy miesiące urlopu.
Chociaż seria ma do dyspozycji tylko kilka odcinków, cieszy mnie jaką różnorodność postaci udało się wcisnąć w ten ograniczony czas. Nie mówię tu tylko o wielobarwnym tłumie, który widzimy na drugim planie - chociaż to świetnie oddaje klimat miasta jakim jest Dubaj. Jedna z głównych postaci porusza się na wózku, jej nogi zostały amputowane. Czy ktokolwiek zwraca na to uwagę? Czy to mu przeszkadza w pracy? Czy ktoś się nad nim współczująco pochyla? Trzy razy nie. Co za miły przykład dla widzów.

Wszyscy kochają superbohaterki.
I jeszcze mała, osobista prośba, drodzy Czytelnicy. Idźcie oglądać ten serial, dawajcie mu łapki w górę i tak dalej, bardzo Was proszę. Dlaczego? Bo seria ma najbardziej chamsko urwane zakończenie jakie widziałam. Chcę wiedzieć co będzie dalej! Mam silną tego potrzebę!

Emarę możecie obejrzeć w całości TUTAJ.
Polecam też ich oficjalnego tumblra - twórcy chętnie odpowiadają na wszystkie pytania.
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Moim zdaniem ta produkcja to dobry pretekst do dyskusji "gdzie się kończy inspiracja a zaczyna plagiat", bo choćby taka czołówka Emary jest złożona z samych nawiązań do innych animacji, z kradzioną choreografią - i to wcale nie scen "ikonicznych". Jest scena ze skopiowaną choreografią z... trailera francuskiego komiksu. I a propos wywiadu WTF czemu każdą kobiecą bohaterkę (tym bardziej, ze Emara nie pasuje na "magical girl" typem umiejętności, fabuły, dużą rolą postaci męskich) muszą porównywać do Sailor Moon.

    OdpowiedzUsuń