Ocena dubbingu: Voltron Legendarny Obrońca

Nareszcie! Po jakichś studwudziestusiedmiu latach Netflix Polska zdecydował się udostępnić na swoich łamach nową wersję Voltrona. Dzięki, w końcu mogę oglądać jedną z trzech rzeczy dla których mam u was konto, Netflix. Na razie sezony są tylko dwa, ale to mnie nie powstrzyma od oceny. Do dzieła - formujemy Recenzję!

Nigdy nie przestanie mnie bawić ten screen.


Tłumaczenie
Bardzo się bałam tłumaczenia. Martwiłam się, że szybki dowcip wypełniony dziwnymi, kosmicznymi wyrazami zostanie zastąpiony nieśmiesznym bełkotem. A jeszcze bardziej martwiłam się, że do dialogów użyte zostaną słowa, których "młodzi używają" wedle tłumaczy. Innymi słowy - bałam się, że będzie jak z Wodogrzmotami. A potem przyszedł Przemysław Rak i wszystko mi pięknie przetłumaczył. Tekst brzmi naturalnie, luźno. Także nazwy własne, które zwykle są najbardziej złośliwe, wyszły okej - za przykład niech służy robot Pidge, Rover, którego imię przetłumaczono na "Pirat". Znacznie łatwiej byłoby zostawić anglojęzyczną nazwę, ale cieszę się, że dostaliśmy taki smaczek. Oglądając zwracałam też szczególną uwagę na odmianę wyrazów. Taka "Galra" to musiałby być mały koszmarek ze wszystkimi odmianami i pochodnymi tego słowa. A tutaj, ponownie, same miłe zaskoczenia. Tłumaczenie na piąteczkę.

Naprawdę nie wiem jakie obrazki dawać, więc dam te urocze.
Obsada
Mam taki trochę głupi problem z głównymi bohaterami. Ich głosy brzmią dla mnie strasznie podobnie, zwłaszcza Keith i Lance. O ile osobno ci bohaterowie brzmią dobrze, to w scenach zbiorowych nieco się gubię. Możliwe, że to kwestia przyzwyczajenia, jednak nawet po maratonie wszystkich odcinków wciąż mnie to uderza. Odróżniam Lance'a od Keitha głównie po tym jak są zagrani. I nie chodzi mi tu o to, że bohaterowie mają kompletnie różny styl mówienia. Chodzi o to, że Mateusz Narloch nieźle brzmi jako Lance - wie jak sprzedać jego luz i tanią gadkę, ale też cieplejsze uczucia bohatera. Natomiast Bartosz Wesołowski jak Keith brzmi jakoś sztucznie. Nie żeby to zupełnie kłóciło się z charakterem naszego buntowniczego emo-chłopca, ale nadal szkoda, bo lubię pana Bartosza. Na osłodę dodam, że w drugim sezonie jest już lepiej.
O, a Shiro brzmi kompletnie jak Keith. Na szczęście, Maksymilian Bogumił jest super i wkłada w swojego Shiro tyle charyzmy, że nie sposób tego nie docenić.


Chwilę trwało zanim doceniłam Piotra Bajtlika jako Hunka. Może dlatego, że dopiero w drugiej części pierwszego sezonu ten bohater dostaje swoje pięć minut. Mam wrażenie, że jego Hunk jest bardziej energiczny - mniej w jego głosie wahania, a jego najlepsze sceny to te, w których jego bohater jest pewny siebie i odważny. Biorąc pod uwagę, że właśnie w tych scenach lubię Hunka najbardziej, nie mam nic przeciwko.

Mój pierwszy duży zgrzyt to Allura. I jestem bardzo zdziwiona, bo gra ją Joanna Pach-Żbikowska - fantastyczna aktorka, którą możecie kojarzyć jako Katarę z Legendy Aanga, Gwen z Ben 10 i całego mnóstwa innych, dobrych ról. Jednak w Voltronie pani Joanna wypadła wyjątkowo sztywno. Nie jest to tak wielkim problemem w scenach, gdy Allura jest oficjalna, ale kiedy trzeba z siebie wydobyć ciepło i łagodniejsze emocje to ja ich kompletnie, w jej głosie, nie czuję. 


Wybacz.
Pozostała część altejańskiego duetu, czyli Coran, jest grana przez Mateusza Webera. I miał trudne zadanie, biorąc pod uwagę jak charakterystyczny i zabawny jest głos jego postaci. Coran często mówi też szybko, używając wymyślonych na potrzebę serialu słów. I chociaż jestem pełna przekonania, że nikt nie zastąpi Rhysa Darby, pan Mateusz jest do tego zaskakująco blisko. 

Ale myślę, że wszyscy myślicie to samo - Pidge. Ten głos musiał być najtrudniejszy do dobrania. Przyznaję, że sama marzyłam, aby do tej roli zatrudnili Magdalenę Pawelec - czyli Rubin ze Stevena Universe'a. Mam słabość do tej aktorki, co poradzić. Zamiast tego dostaliśmy Aleksandrę Radwan - disneyowskiego Kopciuszka z filmu aktorskiego i Czarodziejkę z Neptuna z polskiego dubbingu Sailor Moon. To nie brzmi jakby miało się udać. A udało się świetnie. Co prawda nie mogę stwierdzić, że dałam się nabrać na to całe "jestem chłopcem", ale trudno tu winić samą aktorkę - trochę oszukiwałam przy tym zwrocie akcji. Natomiast emocje, które pani Aleksandra wkłada w swoją rolę, sposób w jaki odgrywa Pidge, sprawiają, że jest to moja ulubiona rola z całego polskiego dubbingu. 

Z pozostałych ról raczej nie mam nic do zarzucenia. Wyróżnić mogę Roberta Czebotara, który podkłada głos pod Sendaka - pierwszego groźnego Galrańczyka, z którym mierzą się palladyni. Był to dla mnie zaskakujący wybór, bo głos pana Roberta nie brzmi jakoś podobnie do oryginalnej wersji. Nie mniej - jak przystało na wyśmienitego aktora - spisał się na medal i nadał w moich oczach.. uszach? więcej klasy Sendakowi. Co ważne, bo jest to pierwszy poważniejszy antagonista i pokazuje, że Galra nie jest rasą agresywnych tyranów - że stać ich na przebiegłość i piękną dykcję. 


Reżyserią zajął się Andrzej Chudy, nic dziwnego, że często słyszymy go jako postać poboczną - zwłaszcza w pierwszym sezonie. Jest to nieco rozpraszające, ale nie na tyle by psuć oglądanie. Propos' reżyserii - z jakiegoś powodu, odcinek 17 "Arka Taujeerian" ma innego reżysera, montażystkę, która zresztą zajęła się też dźwiękiem w tym epizodzie. Nawet Zarkon dostaje na chwilę inny głos. Nie widać, a może raczej słychać, tego zamieszania po samym odcinku - jest technicznie dobrze zrobiony - ale jestem ciekawa co tam zaszło. 



Jak więc oceniam polską wersję serialu? Przede wszystkim cieszę się, że jest już ona dostępna - fandom rośnie, a zapotrzebowanie na polską, legalnie dostępną wersję językową (nawet w postaci napisów) odcisnęło swoje piętno także na tym blogu. I chociaż mam pewne zastrzeżenia do obsady i tego jak są reżyserowani, to cieszę się, że najważniejsza rzecz została zrobiona idealnie. Piszę tu oczywiście o tłumaczeniu, które było dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Dobre tłumaczenie oznacza, że intencje twórców (jakiekolwiek by one nie były) zostaną właściwie odebrane przez zagranicznych widzów. A ci którzy angielskiego nie znają, zasługują, żeby poznać tę historię. I dostawać zawału pod koniec każdego sezonu.
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Obejrzałem na razie 3 pierwsze odcinki, i muszę przyznać, że też byłem pozytywbie zaskoczony. Jednak, to jak zwróciłaś uwagę jak główni bohaterowie mieli bardzo podobne głosy. To mi przypomniało dubbing Żółwi Ninja z 2012, gdzie jak ich pierwszych raz usłyszałem, to myślałem, że gra ich ten sam koleś.

    OdpowiedzUsuń